Całe wydanie książki:Bruno Groening:
|
PrzedmowaTę książeczkę napisałam i złożyłam w związku z 25 rocznicą wystąpienia Bruno Groeninga przed światową opinią publiczną w Herford w 1949 roku. Wówczas, w roku 1974, zatytułowałam ją tak: BRUNO GROENING, 25 lat działalności o światowym zasięgu. Dzisiaj w roku 1984, po nowym opracowaniu chcę ją ponownie przekazać. Wszystko to, co Bruno Groening przewidział, zbliża się dzisiaj coraz bardziej do rzeczywistości. W ogłoszeniu w Rhein-Sieg z 15. lutego 1984 roku, pod nagłówkiem: "Przyszłość za betonem?" czytamy m.in.: Zimna gwiazda Takie i podobne przepowiednie snują codziennie wszyscy ludzie. Ludzie czekają również na światowe ogłoszenie trzeciej przepowiedni Fatimy, która przypuszczalnie wypowiada się na temat, co czeka każdego z nas w przyszłości. Ludzkość znajduje się w czasach depresji i strachu o świat, choroby wzrastają u młodych, jak i starszych osób. Ludzie napotykają w swoich dążeniach życiowych na sytuacje bez wyjścia. Nie można znaleźć sensu życia. Chore, osłabione i bez cienia nadziei życie większości ludzi realizuje się z materialnego punktu widzenia w pięknej powłoce materialnego dobrobytu. Dusza i ciało wołają o pomoc i uzdrowienie. Kto może tu pomóc i uzdrowić, gdzie znajduje się jakaś droga wyjścia? Na to jest tylko jedna odpowiedź: Spójrzcie na tego człowieka, który udzielił odpowiedzi na to samo pytanie tysiącom ludzi w Herford i na Traberhof koło Rosenheim, wówczas w 1949 r., poprzez uzdrowienia, które następowały za jego pośrednictwem w sposób, którego nie można wyjaśnić. Poprzez to działanie, ludzie przeżyli w sobie przeistoczenie i poznali sens życia. On, Bruno Groening, mógł widzieć przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, dlatego mógł każdemu człowiekowi tak pomóc, że tę pomoc naprawdę otrzymał. Ludzie szukający pomocy i uzdrowienia zmieniali się w wesołych, zdrowych ludzi, którzy wiedzieli komu mają służyć, nie złu, lecz dobru. I w ten sposób przeżyli, że dobro jest silniejsze, niż zło. Ponieważ Bruno Groening znowu połączył ich z wszechmocną siłą życia, z uzdrawiającym prądem, dla którego nie ma chorób nieuleczalnych i rzeczy niemożliwych, który zawsze wysyłany jest z bożego źródła siły i powinien być tylko przyjęty przez nas, ludzi; oni teraz o tym wiedzą i nie boją się, że mogą być w jakikolwiek sposób pokonani przez zło. Teraz słowo Brunona Groeninga stało się coraz bardziej aktualne dla wszystkich ludzi: "Żyję, aby ludzkość mogła żyć dalej." Ponieważ w tym roku minęło 25 lat od czasu, kiedy Bruno Groeninga nie ma wśród nas jako człowieka, a my mimo wszystko przeżywamy, że gdy tylko słuchamy jego słów i poprzez to przez nasze ciało zaczyna przepływać uzdrawiający prąd, to dalej w najróżniejszych formach następują pomoce i uzdrowienia, stąd też my, przyjaciele, wiemy, że w każdej sytuacji bez wyjścia może nastąpić udzielenie pomocy i dlatego niech ta książeczka będzie małym początkiem dla ludzi szukających pomocy. Dzieciństwo i młodośćMiastem rodzinnym Bruno Groeninga był Gdańsk. Gdańsk, miasto, z którego Bruno Groening czerpał wrażenia dla swojej duszy w dzieciństwie, młodości i wczesnym wieku męskim. Piękno krajobrazu nadmorskiego i dolnego dorzecza wpływało na ludzi i pozwalało na zbudowanie pięknego, bogatego i silnego miasta. Pracowitość, wiara i siła były żywiołem gdańszczan. Wznieśli oni swoje wyzywające, piękne budowle, takie jak Kościół Najświętszej Marii Panny, wysoką halę w Dworze Artusa, Ratusz, Arsenał, Stocznię i znany Spichlerz nad Mołtawą. Często Gdańsk uważany był za oazę pokoju, przeto stał się miejscem schronienia dla artystów i uczonych. Wkład Gdańska do literatury i teatru stanowił nadzwyczajny dorobek historyczny. Gdańsk ma w swoim herbie na czerwonokrwistym tle dwa białe krzyże i złotą koronę. O Gdańsku-Oliwie wiemy, że tutaj został założony ok. roku 1170 klasztor cystersów. I tutaj w Gdańsku-Oliwie, na przedmieściu Gdańska, w pobliżu morza i wielkich lasów, żyła rodzina Groeningów. Niech Bruno Groening sam opowie o swoim dzieciństwie i młodości! Sięgamy przy tym wstecz do bardzo ważnego dokumentu, który zachował się w archiwum. Wiersz Martina Damssa pozwala pojąć istotę Gdańska:
"Życiorys, Ja, Bruno Groening, zamieszkały w Plochingen (Neckar), Stumpenhof, przy Dornendreher 117, urodziłem się jako czwarte dziecko z siedmiorga rodzeństwa z małżeństwa Augusta Groeninga i Margarethy dnia 31. 5. 1906 r. w Gdańsku-Oliwie. Mój ojciec był podmajstrzym murarskim. Obydwoje rodzice nie żyją; matka zmarła w roku 1939, a ojciec w roku 1949. W okresie mojego dzieciństwa i lat młodości, które spędziłem w domu rodzinnym, coraz częściej przekonywałem się o nadzwyczajnych właściwościach, które - promieniując ode mnie - służyły temu, aby wywierać uspokajający wpływ na ludzi i zwierzęta. Jak byłem jeszcze dzieckiem, ludzie chorzy znajdujący się w moim pobliżu stawali się wolni od swoich dolegliwości, i zarówno dzieci jak i dorośli w stanie zdenerwowania, albo kłótni, dzięki kilku moim słowom stawali się zupełnie spokojni. Również jako dziecko mogłem się przekonać, że zwierzęta, które były uważane za bojaźliwe, albo złe, w stosunku do mnie stawały się łagodne i potulne. Mój stosunek do domu rodzinnego był przeto osobliwy i napięty. Dążyłem jak najszybciej do pełnej samodzielności, aby wyjść z mojej rodziny, z otoczenia "być niezrozumianym". Uczęszczałem do szkoły podstawowej. Po jej ukończeniu podjąłem naukę w szkole handlowej. Tutaj byłem 2,5 roku. To miejsce nauki musiałem opuścić na życzenie mojego ojca, gdyż życzeniem mojego ojca było, abym nauczył się budownictwa. Postąpiłem według życzenia ojca i nauczyłem się zawodu cieśli. Do ukończenia tej nauki egzaminem nie doszło, gdyż w owym czasie panowało w Gdańsku wielkie bezrobocie. Z tej to przyczyny musiałem kwartał przed ukończeniem nauki przerwać szkołę bez egzaminu końcowego, gdyż firma w której się uczyłem musiała zostać zamknięta z powodu braku zamówień." Rodzina, praca, niewola, powrót do domuBruno Groening pisze w swoim życiorysie: "W roku 1925 udało mi się założyć budowlano-meblową stolarnię i usamodzielnić się. Po dwóch latach przerwałem tę pracę i do roku 1943 pracowałem jako robotnik w fabryce wyrobów czekoladowych, na poczcie w Gdańsku, przez około 9 miesięcy również jako doręczyciel telegramów oraz w zakładzie Simens i Halskie jako monter w telekomunikacji. Tutaj wykonywałem prawie wszystkie prace samodzielnie. Wszystkie te czynności wykonywałem z zainteresowaniem, ponieważ zależało mi szczególnie na tym, aby zdobyć praktykę, w czasie której mogłem studiować i poznawać wiedzę i umiejętności ludzi z wszystkich klas społecznych i we wszystkich życiowych sytuacjach, oraz przeżywałem, dowiadywałem się, jak ludzie kształtują swoje życie. Szukałem nie tylko tych najbiedniejszych ludzi z biednych, lecz również najbogatszych z bogatych, aby poznać ich życie. Życie prywatne, tak jak się je ogólnie rozumie (wyjście do kina, restauracji, gra w karty itp.) nie interesowało mnie. Mając 21 lat ożeniłem się z Gertrudą Cohn z Gdańska. Z tego związku narodziło się dwoje dzieci, które w międzyczasie zmarły. Już bardzo wcześnie ujawniły się u mnie szczególne zdolności wywierania uspakajającego i uzdrawiającego wpływu na ludzi i zwierzęta, które występowały już od pradawnych czasów u niektórych ludzi. To działanie było u odpowiednio uzdolnionych osób tak silne, że psychiczne i cielesne zakłócenia, na które nie można było wpłynąć poprzez inne metody leczenia, bywały wyleczone, lub znacznie polepszał się stan zdrowia. W 1943 r., mając 37 lat, zostałem powołany do wojska. Poprzez moje przekonania doszło do starć. I tak np. grożono mi sądem wojennym, ponieważ stwierdziłem: ‘Czy wyślecie mnie na front, czy też nie, ja i tak nie zabiję żadnego człowieka’ Mimo wszystko wysłano mnie na front. W 1944 r. zostałem zraniony odłamkiem granatu w prawe udo. Dlatego też dostałem się do macierzystego lazaretu, jednak nie wyleczony na terenie niemieckim zostałem znowu wysłany do walki przeciwko Rosjanom i dostałem się w marcu 1945 roku do rosyjskiej niewoli. W grudniu 1945 r. zostałem z rosyjskiej niewoli zwolniony i wysłany do Niemiec Zachodnich. W rosyjskim obozie jenieckim wstawiałem się w każdy możliwy sposób za swych towarzyszy niewoli, za co trzykrotnie prowadzono mnie do komendantury na przesłuchanie; w jednym wypadku grożono mi nawet rozstrzelaniem. M.in. zażądałem również, by nasi niemieccy jeńcy traktowani byli przynajmniej jak bydlęta, ponieważ traktowanie jeńców było wtedy o wiele gorsze, niż bydląt. Również tutaj ponownie dane mi było chorym kolegom w pozornie beznadziejnym stanie udzielić pomocy i ukojenia. Po wypuszczeniu mnie z niewoli w 1945 r. wynająłem mieszkanie w Dillenburgu i sprowadziłem do siebie moją żonę, która jako uciekinierka znalazła schronienie w Szlezwiku. Aby zarobić na życie podejmowałem się każdej pracy, która była proponowana w okresie powojennym. W Niemczech Zachodnich założyłem wraz z uciekinierami z Sudetów ‘Związek Pomocy Wysiedleńcom’. Należałem również do komisji mieszkaniowej, ponieważ znowu czułem się zobowiązany, aby pomagać ludziom." 1949 - HerfordBruno Groening opisuje ten okres w swoim życiorysie: "W marcu 1949 roku, poprzez pewną znajomą mi kobietę, zostałem wprowadzony do rodziny Hülsmannów w Herford. Miałem pomóc synowi Hülsmanna. Tak też się stało. Pan Hülsmann rozgłosił o tym wszędzie, co spowodowało duży napływ ludzi do i wokół jego domu. Doszło przy tym do wielu uzdrowień, nawet do uzdrowień spontanicznych. Po pierwsze udałem się do urzędów zdrowia z prośbą, by móc prowadzić współpracę z lekarzami. Od początku chciałem uniknąć wszelkich nieprzyjemności. Urzędy jednak odmówiły, a wręcz przeciwnie, doręczono mi sporządzony na piśmie zakaz uzdrawiania. Ludzie poszukujący pomocy, którzy zebrali się wokół domu pana Hülsmanna zorganizowali w czasie mojej nieobecności demonstrację i przypuścili atak na ratusz. Burmistrz był przez to zmuszony do wywołania mnie i dania mi do dyspozycji przynajmniej dalszych 5 dni na uzdrawianie. Jeździłem do Hamburga, Szlezwiku itd., do lekarzy przez których byłem zaproszony, by przy okazji tych moich odwiedzin pomagać chorym. W Hamburgu doszło nawet do tego, że otrzymałem od tamtejszego burmistrza zakaz przemawiania, ponieważ mieszkańcy Hamburga wszystko przygotowali, aby umożliwić mi wystąpienie przed tysiącami ludzi szukających pomocy." Dr filozofii Kaul był w Herford w 1949 r. jednym z korespondentów, którzy z gorącym sercem śledzili te wydarzenia i przedstawiamy poniższy fragment z jego broszury "Cud w Herford". "Przytłacza mnie niedola całej ludzkości!" Tysiącami przybywają chorzy i niedomagający do małego miasteczka w Westfalii, które w swych murach ukrywa cudownego doktora. Autobusami, ciężarówkami, samochodami, pociągiem, na piechotę, furmankami, rowerami, na wozach drabiniastych, na wózkach inwalidzkich - dzień i noc masy ludzi przybywają do Herford na plac Wilhelma, nad którym góruje protestancki kościół, do domu nr 7, gdzie Bruno Groening znalazł schronienie u rodziców pewnego uzdrowionego przez niego dziecka. Ludzka niedola, która się tutaj uwidacznia jest wstrząsająca i bez granic. W okolicznych parkach i na plantach siedzą chorzy, stoją leżaki, nosze, dnie i noce przyjezdni czekają na uzdrowienie. W nocy na 17-go czerwca 1949 r. policja chciała przenocować w barakach ok. 50 matek z małymi dziećmi; nie pomogły jednak żadne namowy, one nie ustąpiły z miejsca, nawet padający deszcz nie zmusił ludzi do odejścia. Ze wszystkich rejonów Niemiec przybyli tłumnie ludzie, którzy stracili wszelką nadzieję, obciążeni, młodzieńcy i starcy, kobiety, dziewczęta, dzieci, ze wszystkich stanów i warstw społecznych, Amerykanie, Anglicy, Belgowie, Szwajcarzy, Szwedzi, Węgrzy, Polacy, a nawet Cyganie, którzy po uzdrowieniu głuchego cygańskiego dziecka tłumnie się tutaj zjawili. Sparaliżowani, niewidomi, głusi, zbiorowisko nędzy i rozpaczy. Biedni ludzie, czy to siedzący w luksusowych samochodach, czy też mozolnie poruszający się za pomocą kuli. Pozbawieni nadziei i mający nadzieję, zmęczeni i zrozpaczeni, sto-, tysiąckrotne jest w nich tylko jedno pragnienie: znaleźć uzdrowienie! Co więcej, oni wszyscy nie pytają się, czy to, co się tutaj dzieje otrzymało zatwierdzającą adnotację urzędu, władzy, czy ministerstwa, czy nauka jest za, czy przeciw, czy ten, który ma ich uzdrowić jest mesjaszem, lub uczonym w piśmie, oni chcą być uzdrowieni z ich ludzkich męk, chcą być znowu ludźmi pełnymi energii, chcą znowu być zdrowi. Pomiędzy ludzkim nieszczęściem i powstałą kłótnią o Bruno Groeninga rozwarła się przepaść ludzkiej nieudolności. O głos proszą wątpiący, sceptycy, chciwi sensacji, konkurenci, zawistni, gaduły, pozerzy, zarozumialcy, aroganci. Oni wszyscy myślą, że muszą coś na ten temat powiedzieć, zareprezentować prawo, chronić publiczny porządek i bezpieczeństwo. W obliczu tego ubóstwa i wstrząsającej wymowy tego obrazu, powinni oni wszyscy milczeć, patrzeć i bez słowa pozostawić tę sprawę w spokoju. Jeśli człowiek, który leżał od 20 lat sparaliżowany, żyjące zwłoki, nagle się podnosi i idzie niepewnym krokiem swoją drogą, to wtedy wydarzyło się coś niesłychanego, dalekiego od codzienności. Dla niego i dla nas wydarzył się cud, którego nie można pojąć, również, jeśli się podchodzi do tego z rozsądkiem i twierdzi, że nie jest to żaden ściśle naukowy dowód, że Groening uzdrowił z rzeczywistej - a nie urojonej - choroby. Czy siedemdziesięcioletnia pani Klimphove z Ennigerloh i. W., ul. Ostenfelder 123, która przez 7 lat była sparaliżowana naprawdę była chora, czy też była to choroba urojona, niech osądzą lekarze, którzy leczyli ją do tej pory bez sukcesów. Rzeczywistością, którą poświadczam, jest, że ta starsza pani 16-go czerwca 1949 r., ok. godziny 1400, po siedmiu pełnych latach podniosła się bez cudzej pomocy ze swojego wózka inwalidzkiego i poruszyła swobodnie swoje ramiona, dla mnie należy to do "cudów", które leżą poza wąską możliwością pojmowania ludzkiego rozumu i do których nie możemy mieć dojścia ani przez wyliczanie, ani przez rozważania." Ludzie, którym została udzielona pomoc szczerze dziękowali temu, który im pomógł. Relacje o uzdrowieniach i listy z podziękowaniami z tego okresu są wstrząsającym dokumentem ludzkiego cierpienia, oraz późniejszego szczęścia i wdzięczności. Kiedy dr Kaul z wielką umiejętnością wczucia się przybliża nam czas z Herford roku 1949 i znów ożywia na naszych oczach wiarę u ludzi szukających pomocy, to relacje o uzdrowieniach z tego okresu w Herford są tym bardziej najlepszymi dowodami ludzkiej wiary. Poniższą relację Bruno Groening otrzymał od pewnego pana, którego małżonka została uzdrowiona.
Relacja o uzdrowieniuWielce szanowny panie Groening! Uważam to za mój obowiązek i dług, aby powiedzieć Panu, kochany panie Groening, za uzdrowienie mojej żony Hildy Steffan, Bad Salzuflen, Untere Mühlenstr. 16, szczerze i od serca - Bóg zapłać. "Na podstawie zaświadczeń od 1942 r.: neuralgiczne dolegliwości (nerwobóle) związane ze zniekształcającym zapaleniem stawów, ze zniekształcającym zapaleniem kręgów kręgosłupa, ogólne zaburzenia krążenia, reumatyzm mięśni, zadyszka z powodu choroby serca." Moja żona, jak również moja córka Luitgard (ur. 1.5.1930 r. w Böhm Kamnitz, Sudety) były przez wiele lat, do 1945 r. pod opieką lekarską prof. dr Maxa Hochreina, dyrektora kliniki uniwersyteckiej w Lipsku, gdzie jej stan zdrowia uległ wprawdzie poprawie, lecz nie przeżyła uzdrowienia. Troska o mój los, - ponieważ mój chrześcijański światopogląd przedkładałem nad ten narodowosocjalistyczny, latami prześladowany byłem przez nazistów, przy sprzyjającej okazji aresztowany i skazany przez sąd specjalny na 14 miesięcy więzienia -, okrucieństwo wygnania z ojczyzny, wywłaszczenie ze swymi równie okrutnymi następstwami, wreszcie wieloletnie bezrobocie i niezasłużone ubóstwo ogromnie pogorszyły ułomności nie tylko mojej żony, lecz w szczególności mojej córki. W związku z tym na wspomnienie zasługuje ten niezwykle rzadki, a przez to tym bardziej warty uznania przypadek, że tutejszy specjalista chorób nerwowych, dr Spernau, także prześladowany przez reżim nazistowski, w związku z naszą sytuacją, od wiosny 1945 r. bezpłatnie podjął się leczenia również mojej osoby (nerwobóle splotu barkowego, przeczulone, astionalne stany osłabienia); ale i jemu udało się tylko osiągnąć złagodzenie objawów, ale nie uzdrowienie, co może zostać udowodnione. Pełni zaufania w Pańską pochodzącą od Boga siłę, staliśmy 1.6.1949 r. po południu w ogrodzie domu na placu Wilhelma 7, w Herford, w środku tej wielkiej masy ludzi, która prosiła Pana o pomoc. Nasze rozczarowanie i rozgoryczenie nie miało granic, gdy powiedziano nam, że z powodu jakiejś wiele lat cierpiącej i nieuleczalnie chorej kobiety, nie wolno Panu uzdrawiać z powodu pojawienia się bardzo niejasnego i całkowicie niechrześcijańskiego zarządzenia wydanego przez "urzędnika powołanego przez lud". Jednak to, że wiara przenosi góry, udowadnia fakt, że moja żona, której Pan wcześniej nigdy nie widział i z nią nie rozmawiał, została
całkowicie uzdrowiona. Jeszcze w czasie, gdy moja małżonka stała w tłumie, jej ręce napuchły, a palce dostały kurczów. Odczuwała silne bóle w
tylniej części głowy. Natychmiast po powrocie z Herford, podobnie jak moja córka, u której wystąpiło pieczenie oczu i ich okolic, musiała położyć
się do łóżka (bóle w całym ciele, przeogromne wycieńczenie). W nocy z 1-go na 2-go czerwca 1949 r. moja żona nie mogła spać, za to moja córka
miała najspokojniejszą noc od wielu lat. Moja żona nie mogła wytrzymać z bólu, nie wiedziała jak ma się położyć, jak ułożyć głowę, nogi, czy ręce.
Ten od wielu lat utrzymujący się okropny ucisk od karku do potylicy, w obu ramionach, jak również w lewym biodrze zniknęły od czasu, gdy moja żona
stała wśród tłumu, w ogrodzie domu na placu Wilhelma 7, gdy Pan przemawiał do masy chorych. Pozostałe bóle w wymienionych częściach ciała również
zniknęły całkowicie od ranka 2.6.49 r. Już 2.6.49 r., w przeciągu dnia moja żona nie miała żadnych dolegliwości - w nocy z 2-go na 3-go czerwca 49
r. pojawiły się wprawdzie lekkie, ale dające się wytrzymać bóle, które pozwoliły jej na krótki sen. Od piątku 3.6.49 r. moja żona pozbawiona jest
bólów i dolegliwości, jest w pełni uzdrowiona. Również Zniknęła również zadyszka, moja żona potrafi normalnie oddychać bez jakichkolwiek
dolegliwości, może nawet dźwigać różne rzeczy, wchodzić na schody, czego nie była w stanie robić przez wiele lat. Choroby mojej córki, według poniższych zaświadczeń: niewydolność hormonalna, ataki drgawek epileptycznych, przy których obok zaburzeń nerwowych dużą rolę odgrywa dysharmonia gruczołów hormonalnych, które ściśle powiązane są z rozwojem człowieka, nerwowe drganie powiek, występujące czasami w czasie mówienia jąkanie, które w oparciu o zaświadczenie wydane przez miejscowego lekarza, specjalistę od chorób nerwowych, zostało stwierdzone jako bardzo poważne, wszystko to uległo widocznemu polepszeniu się od czasu, gdy nasze dziecko jakiś czas już trzy razy znalazło się w Pana pobliżu, tak, że my, rodzice, nie żyjemy już więcej nękani długoletnią troską, że nasze dziecko poobijane do krwi znowu będzie przywiezione do domu przez karetkę pogotowia. Nikt, czy jest to osoba, czy urząd, czy tzw. zakaz nie będą w stanie zakłócić naszej wiary w siłę, którą nasz Bóg Pana obdarzył, ani nie będą w stanie zakłócić w nas chęci szukania Pańskiej bliskości. Pełni wiary w łaskę, którą Bóg Pana obdarzył, prosimy o całkowite przywrócenie zdrowia naszemu dziecku. Jesteśmy niezłomnie przekonani, że z pomocą bożą uda się Panu to, co nie udało się lekarzom w ciągu dziewięciu lat, dla nas pełnych zmartwień, przy pomocy dobrej woli i leków chemicznych. Mówimy Panu, kochany Panie Groening, jeszcze raz: Bóg zapłać. Niech Wszechmogący wzmacnia Pana w pełnej cierpień walce przeciwko złu i niech zachowa Pana jeszcze na długo dla cierpiącej ludzkości! Będziemy się modlić za Pana. - Z serdecznymi pozdrowieniami i gorącym podziękowaniem - wdzięczni Panu (podpisy) Leopold Steffan, Hilda Steffan, Luitgard Steffan
Jakie znaczenie ma dzisiaj dla przyjaciół Bruno Groeninga wydarzenie w Herford przed dwudziestoma pięcioma latyHerford powinno być dla nas tym, co dla człowieka jest najświętsze. Tutaj Bóg objawił się ludziom, by pokazać im, jak wielką jest potęgą i czego chce. On chce dać ludziom w obecnym czasie, w naszej ojczyźnie, możliwość powrotu do Niego samego. I to wydarzyło się poprzez misję Bruno Groeninga. Poprzez Bruno Groeninga możemy rozpoznać wolę naszego niebiańskiego Ojca, według której człowiek powinien być piękny, dobry i zdrowy. Dlatego doprowadził w Herford do tych wydarzeń, by ludzie, którzy popadli w nieszczęście, ubóstwo i bolesne męki, zostali od tego zła wybawieni. Wydarzyło się to publicznie, przed oczami ludzi odgrywały się biblijne sceny, cały świat uważnie nasłuchiwał i na moment wstrzymał oddech. My, przyjaciele Bruno Groeninga, zdajemy sobie sprawę, że naszym obowiązkiem jest przybliżyć dzisiejszym i przyszłym ludziom wydarzenia z Herford, tak żeby mogli sami przeżyć to, co dane było nam przeżyć w czasach po tych wydarzeniach. Ludzkość będzie to zawsze nazywała cudem, ponieważ nie potrafi zrozumieć tego, co Bruno Groening nam wyjaśnił: "To nie jest żaden cud, tylko w człowieku zaczyna następować boży porządek." Dla danego człowieka to wydarzenie (ten proces) nie skończy się nigdy, jeśli nie da się on odciągnąć z tej bożej drogi, którą otworzył nam Bruno Groening. To wydarzenie jest boże i w ten sposób dzisiejszy człowiek otrzymał możliwość porzucenia drogi cierpienia i dołączenia się tutaj, by wejść na bożą drogę i kroczyć po niej dalej. To, że przypominamy sobie ten okres z płonącym sercem i z wielką wdzięcznością dla naszego Stwórcy i Jego sługi Bruno Groeninga jest naszą potrzebą, teraz, po 25 latach. My rozpoznajemy to światło, które dzięki temu przyszło na świat i jesteśmy poruszeni tym, jak ciemność tego świata wierzy w swą moc, chcąc zabronić, aby te wydarzenia nie miały miejsca. Dzisiaj wiemy, że Bruno Groening już wówczas wiedział: "Tego nie można zabronić. I tak się stanie to, co się stać powinno." Jesteśmy przekonani, że tego płomienia miłości bliźniego z Herford w całej przyszłości nic nie będzie w stanie zatrzymać, lecz że ta miłość bliźniego będzie naszym obowiązkiem i oczywistością, jak udowodniło to tych ostatnich 25 lat. Służąca miłość bliźniego - to pokazał i nakazał nam poprzez swoje życie Bruno Groening, jako sługa boży, nakazał nam, byśmy również my oddali siebie do dyspozycji, jako narzędzie Boga, nie pocieszając naszych cierpiących bliźnich tylko pustymi słowami, lecz żeby teraz rzeczywiście dane nam było pośredniczyć w niesieniu im pomocy poprzez czyny. To jest dla nas zapis testamentowy z Herford. Co Bruno Groening przekazał już ludziom w Herford?"Ufaj i wierz, to boża siła pomaga i uzdrawia!" Bruno Groening i medycyna w HeidelberguPosłuchajmy samego Bruno Groeninga! W czerwcu 1949 r. niesłusznie doręczono mi ze strony państwa pisemny zakaz uzdrawiania. Dlatego niesłusznie, ponieważ to nie ja uzdrawiałem, lecz uzdrowienia dokonywały się. Moje wyjaśniające słowa, które wypowiedziałem do zebranych, szukających pomocy ludzi miały tak przekonywującą moc, że u wielu obecnych, tzn. u ludzi szukających pomocy, którzy przez lekarzy uznani byli za nieuleczalnie chorych, doszło do uzdrowień. To zadziwiło wielu ludzi. Również profesor F., który w tym czasie mieszkał w Marburgu (w powiązaniu z czasopismem "Revue") był pod silnym wrażeniem, że zaczął badać uzdrowionych i stwierdził przy tym, że rzeczywiście nastąpiły uzdrowienia. Poprzez to, zainteresowanie wzrastało coraz bardziej i nie obyło się bez tego, że tu i tam przeprowadzano dochodzenia, które również te uzdrowienia potwierdzały. Ja sam nie byłem w tym czasie w Herford lecz w północnych Niemczech. Pan profesor F. wszystko w Herford zmobilizował, tak że otrzymałem w północnych Niemczech wiadomość, abym natychmiast przybył do Herford, ponieważ pewien profesor F., jak i inni panowie czekają na mnie z wielkim zainteresowaniem i mają zamiar uwolnić mi drogę dla mojego działania. Przyjąłem to zaproszenie. W Herford przeprowadziłem rozmowę z profesorem F., w wyniku której z jego strony, we współpracy z profesorem W. i jego kliniką w Heilderbergu obiecano mi wszechstronne wsparcie. Nie tylko chciano dołożyć wszelkich starań, aby mi uwolnić drogę, lecz również kolegium lekarskie wykazało wielkie zainteresowanie moją osobą, jak również moim działaniem i już z tego powodu chciano doprowadzić do stałej współpracy. Ci panowie dlatego byli tak zainteresowani, ponieważ, jak to podkreślali, byli stuprocentowo przekonani o moim działaniu, ale przede wszystkim dlatego, że powinno się umożliwić, by moje działanie mogło przynieść korzyść całej ludzkości. Uzgodniono, że oddam się do dyspozycji wyżej wymienionych osób na okres dziesięciu dni w heilderberskiej klinice. To całe przedsięwzięcie miało być również po to, by wszystkim lekarzom udowodnić, że uzdrowienia przez osobę Bruno Groeninga są przez stronę lekarską zbadane i wspierane. Kilka dni później dowiedziałem się, że czasopismo "Revue" chce to przedsięwzięcie sfinansować. Wcześniej jeszcze oddano mi do dyspozycji dom w pobliżu Frankfurtu nad Menem na parę dni, abym miał możliwość wewnętrznego przygotowania się na czekające mnie zadania. W tym samym czasie czasopismo "Revue" informowało: "Bruno Groening przed lekarzami Kliniki Uniwersyteckiej w Heilderbergu... Z dr W. uzgodniliśmy, że eksperymenty mają się rozpocząć 27-go lipca 1949 r. Pacjenci powinni być wybrani z tego kręgu chorych, którzy zwrócili się o pomoc w listach do Bruno Groeninga. Wpłynęło już ponad 80.000 listów: listy od chorych, którzy mają tylko jedną nadzieję, że Bruno Groening może ich uzdrowić oraz listy z podziękowaniami ludzi, których Groening uzdrowił. Te 80.000 listów, które nadeszły, odebrałyśmy z Herford ciężarówką. Kilku dalszych pacjentów miała przekazać do leczenia klinika Ludolfa-Krehla. 26-go lipca czasopismo "Revue" wynajmuje dom w Heilderbergu dla Groeninga i jego ścisłego grona, gdzie ma on praktykować. Rankiem 27-go lipca Groening opuszcza samotną leśniczówkę w Taunus i po kilku godzinach zjawia się w dobrym zdrowiu naszym samochodem w Heilderbergu. Nagrania na taśmę magnetofonową wykluczają wszelkie pomyłki. Opinia publiczna od czasu heilderberskiego eksperymentu nie jest więcej zdana na większe, czy mniejsze sprzeczności w wypowiedziach świadków co do metody leczenia Groeninga. Nagrania magnetofonowe przekazują dokładnie przebieg tych zabiegów. Odtworzenie wycinków z taśm przekazuje bardziej przekonywujący obraz, niż długie sprawozdania. "Revue" publikuje na następnych dwóch stronach wycinki, które przekazują w dramatycznej formie jeden z najbardziej interesujących medycznych sukcesów Groeninga. Bruno Groening leczy Strobla chorobę Bechterewa. Wycinki z nagrań na taśmie magnetofonowej. Strobel: (Czuje nagle ból w kości kulszowej po obydwu stronach.) Przypadek Str., który w Heilderbergu wywołał sensację był pierwszym dowodem rzeczowym. Pacjent: Str. z Manheim-Neckerau. To jego historia choroby: Str. jest przyuczonym robotnikiem w fabryce kabli, urodzony 30.1.1906 r., żonaty od 1928 r., jedno dziecko. Oprócz zapalenia płuc wcześniej nigdy nie chorował. Podczas wojny trzykrotnie zraniony przez odłamek granatu w nogi i w pośladek. 1944 - ciężki wypadek. Robił wrażenie jakby skręcił sobie kark. Ale o tym nie było mowy. 1945 - niewola, ale już w kwietniu tego samego roku zwolniony. W sierpniu 1945 r. występują dolegliwości przy poruszaniu szyi, potem bóle w pachwinach i wreszcie zakłócenia w chodzeniu. Całkowite zesztywnienie kręgosłupa, niezdolny do poruszania głową. Silne bóle podczas chodzenia i wchodzenia na górę. Typowy przypadek choroby Bechterewa. Na początku leczenia bardzo cierpi i przychodzi z wielkim trudem do pokoju zabiegowego. 1. ilustracja pokazuje go pomiędzy innymi pacjentami. 2. ilustracja: Groening każe Str. wstać i podnosić nogi. Str. wykonuje bez bólu ruchy, które dotychczas były dla niego niemożliwe do zrobienia. 3. ilustracja: Str. wykonuje bez specjalnego wysiłku skłony do przodu i do tyłu. 4. ilustracja: teraz wbiega bez problemu na schody dużej hali "Rutenberg" uwolniony od długiego cielesnego i duchowego przygnębienia. Dodatkowe badania kontrolne Po pierwszym leczeniu przez Brunona Groeninga trudności w chodzeniu zostały całkowicie usunięte. Pacjent czuje się dobrze. To był mały wycinek z czasopisma "Revue". Istotną sprawą jest, aby powiedzieć, że zostały tu użyte wobec osoby Groeninga fachowe wyrażenia lekarzy, świadomie lub nieświadomie, w to nie chcemy wnikać i przekazane przez czasopismo "Revue" do opinii publicznej: Groening leczy, pierwsze leczenie Groeninga, eksperyment Groeninga, sukcesy Groeninga, medycznie interesujący sukces... pacjent Groeninga. Właśnie te słowa były później tak formułowane w stosunku do Bruno Groeninga, że miał być za to ukarany. Bruno Groening bronił się przed tym długie lata, i słusznie, ponieważ nie miał on nic wspólnego z leczeniem choroby. On nie leczy, i tym bardziej nie eksperymentuje, a sukces, który nastąpił pod wpływem jego działania przypisywał zawsze tylko Bogu. Podczas ostatniego procesu obciążono go tym wszystkim i nie chciano wierzyć jego słowom, że nie miał on nic wspólnego z leczeniem. Ta książeczka także chce przyczynić się do tego, by te wyrażenia dokładnie i jednoznacznie od siebie oddzielać. W tym też celu powracamy do początku. I teraz znów słyszymy samego Bruno Groeninga opisującego rezultat tej heilderberskiej klauzury: "Ten lekarski sprawdzian przyniósł dobre rezultaty. Zostało mi to przekazane przez prof. F., a także dr W. (upoważnionego przez prof. W.), który zaproponował swoją osobę do dyspozycji, by przeprowadzić ten sprawdzian. W oparciu o rezultaty tego sprawdzianu tym bardziej usilnie zapewniano mnie, że od teraz droga dla mojej działalności zostanie ostatecznie uwolniona. Do mojej dyspozycji mają być oddane lecznice, w których pracować mogą także lekarze. Dlatego lekarze, aby wszystkie przypadki dokładnie kontrolować i otrzymywać dalsze potwierdzenia nie tylko dla opinii publicznej, lecz również dla medycyny. Finansowe warunki itp., przedstawione mi w związku z tym przez prof. F., były dla mnie nie do przyjęcia. Naturalnie przeprowadzono wiele rozmów również z panami, którzy mieli to dzieło finansować. Z propozycjami prof. F. nie zgodziłem się i odrzuciłem je, ponieważ:
Stąd też dla mnie było to wszystko niemożliwym wymaganiem. Oprócz tego chciałem robić tylko to, co było moim powołaniem: pomagać ludziom szukającym pomocy i dlatego oddać się do dyspozycji lekarzom i psychoterapeutom, ale nigdy nie robić na tym wszystkim interesu. Pan prof. F. zapewnił mnie po tej całej klauzurze, że otrzymam od niego, jak i od dr W. pozytywne orzeczenie. Takiego orzeczenia nigdy nie otrzymałem. Wręcz przeciwnie, wszystko zinterpretowano na moją niekorzyść. Tutaj muszę również stwierdzić, że przypisywano wielką wartość stronie finansowej. Gdzie się podziała ta wielka obietnica uwolnienia mi drogi, abym mógł działać bez ograniczeń? Podczas mojego pierwszego procesu w 1951 r. prokuratura zażądała orzeczenia z wyżej wymienionej kliniki heidelberskiej. To orzeczenie okazało się dla sądu nieprzydatne dlatego, że z odpowiedzi na postawione przez sąd pytania nie można było nic wywnioskować. To orzeczenie jest dla mnie kolejnym dowodem, że ta negatywna strona była dla mnie i tak wystarczająco dobra, ponieważ nie doszedł do skutku ten finansowy zamiar tak, jak sobie tego ci panowie życzyli. To orzeczenie sformułowane było tak, że wpleciono do niego wszystko, także rzeczy negatywne, które zebrane zostały w sądzie przeciwko mnie i nawet nie zostały wyjaśnione. Poprzez to orzeczenie ci tzw. eksperci nie wyszli z tego z honorem, a dla mnie byli kolejnym przykładem na to, jacy mogą być ludzie. Poza tym to wszystko nie przyniosło zaszczytu, ani medycynie, ani psychoterapii. Naturalnie nie należę do tych ludzi, którzy wszystkich traktują jednakowo, lecz traktuję to jako negatywne przypadki i zniewagę słowną i wiem, jak tutaj tego typu przypadki dobrze rozróżniać. Poprzez postępowanie obu wymienionych wyżej panów, jako przedstawicieli medycyny i psychoterapii, prasa otrzymała tym bardziej możliwość, by cały posiadany materiał naświetlić z negatywnej strony." Pojawienie się Bruno Groeninga w obrazie epokiW 1949 r. ukazała się książka o naszym pomagającym przyjacielu i o jego działaniu, która nie straciła po upływie 25 lat na żywotności i spojrzeniu na istotę tego wielkiego wydarzenia. Dziennikarz, dr Kurt Trampler napisał "Wielkie nawrócenie". Następujące urywki pochodzą z tej książki. "Żadne z wydarzeń w 1949 r. w Niemczech nie cieszyło się tak napiętym zainteresowaniem i głębokim zaangażowaniem ludzi, jak wydarzenia związane z Bruno Groeningiem. Pojawienie się tego człowieka trudno jest umieścić w materialnym obrazie świata. To jest pewnie głęboka przyczyna tej często zaciętej walki poglądów, która rozgorzała wokół jego osoby i jego uzdrowień. Kto tak bardzo popadł w materialistyczny sposób myślenia, że wierzy tylko w to, co można dotknąć, lub zmierzyć i udowodnić przy pomocy przyrządów, ten będzie odnosić się bez zrozumienia i często bez tolerancji wobec spraw niewytłumaczalnych, które następują poprzez działanie Groeninga. Kto jednak zachował głęboki szacunek do spraw niezbadanych, do Boga i nie tylko za pomocą rozsądku podejmuje swoje ostateczne życiowe decyzje, ten będzie przynajmniej dociekał z pełną odpowiedzialności powagą, czy uzdrawiająca siła Groeninga płynie z owego wiecznego źródła, które leży po drugiej stronie naszego myślenia. Będzie on również gotowy uwierzyć wtedy w zjawiska, które dokładnie zaobserwował, nawet jeśli będzie mu brakować wszelkich wyjaśnień z zakresu wiedzy i doświadczeń. W ten sposób pojawienie się Bruno Groeninga - obojętnie jak on i jego działalność ostatecznie będzie zrozumiana, zmusiło do podziału na: tych, którzy wewnętrznie gotowi są również do uznania spraw niezbadanych, jako żyjącej rzeczywistości i tych, którzy tej wierze zaprzeczają. Poczucie, że ta materialistyczna epoka czasu zbliża się do swojego samounicestwienie, jest w dzisiejszym świecie powszechne. Ale nawet tutaj następuje podział na tych, którzy w tępym osamotnieniu pędzą w kierunku katastrofy, jeśli należą do tych potentatów, którzy mają nadzieję przetrwać dzięki swej moralności drapieżców, a tych, którzy pośrodku tego wielkiego chaosu posiadają niezmąconą wiarę, że nadchodzi nowa era życia, w której wszystko, co żyje doprowadzone będzie znów w wyższym porządku do harmonijnego wyrównania i współdziałania. Ponieważ niezliczona ilość ludzi na całym świecie stawia sobie to pytanie i ponieważ cel ich życia z tą odpowiedzią jest związany, dlatego nie tylko oczy ludzi chorych, potrzebujących pomocy, kierują się w stronę Groeninga. Również zdrowi pytają, czy jego niewytłumaczalne uzdrowienia zaliczają się do znaków, które zapowiadają przełom epoki. Tak, dla wielu chorych to pytanie jest ważniejsze, niż własne uzdrowienie.
TE DEUM w RosenheimSpotkanie Groeninga z niezliczonymi tysiącami ludzi poszukujących pomocy przed folwarkiem konnym (Traberhof) koło Rosenheim było wydarzeniem o dramatycznej sile: przełom epoki, w którym się obecnie znajdujemy, objawił się z symboliczną jasnością. Cierpiący, opuszczeni, pokarani losem, ci którzy tłumnie napłynęli tutaj z ostatnią nadzieją na pociechę i uzdrowienie, oni wszyscy byli oskarżycielami epoki materialistycznej, oni w ich gorzkiej niedoli są niezaprzeczalnym świadectwem tej epoki, która śmiertelnie zawiodła. Przyszli do Groeninga pokarani przez wojnę, z tysiącami ran i cierpieniami, wygnani z ojczyzny, samotni, opuszczeni, w zwątpieniu i nędzy. Może nawet nie wszyscy byli tego świadomi, że poprzez to, wyszli oni w dosłownym znaczeniu tego słowa z rozpaczliwego czasu i przekroczyli próg nowego czasu, oznaczającego się mocną wiarą w to, że wszystko, co żyje tworzy harmonijną, organiczną jedność i jest nierozłącznie związane z Bogiem. Ale w tych wszystkich ludziach żyło niewątpliwie przeczucie, że uciekają oni od zimnego, nie mającego serca, znajdującego się daleko od Boga materializmu i na wezwanie uzdrowiciela oddają swój los miłosiernej dobroci Boga. Apokaliptyczne obrazy wielkich mistrzów średniowiecza wydawały się być rzeczywistością, jeśli wchłonęło się w siebie grozę, która przyprowadziła tutaj tych ludzi. Te wszystkie nieuleczalne choroby i rany, duchowe zniszczenie i tępy strach przed życiem, to, co w domach było bojaźliwie ukrywane przed apatyczną ciekawością - tutaj bezlitośnie wyszło na jaw. Kobiety i dzieci z bladymi, wyniszczonymi twarzami, w których paliły się zmęczone oczy, które zapomniały nawet jak się płacze; ludzie z amputowanymi kończynami i sparaliżowani, niezdolni do samodzielnego poruszania się. Ludzie, którzy wstrząsani byli strasznymi nerwowymi drgawkami, którym wychodziła z wykrzywionych ust piana, inni wstrząsani niekończącym się płaczem - tak przyszli tutaj razem, tak zostali tu przyniesieni: tysiące, niezliczone tysiące. Wszelka siła życia, siła twórcza, wszelkie szczęście i zaufanie, które kiedykolwiek posiadali, to wszystko zostało zdeptane za drutem kolczastym w obozie więziennym, zakopane pod ruinami zniszczonych domów, pozostało w straconej ojczyźnie. W ciągu tych dni i tygodni nie znalazłem nikogo, kto by nie był głęboko dotknięty i wstrząśnięty tym nadmiarem nieszczęścia i cierpienia, którego nikt nigdy nie byłby w stanie wyobrazić sobie w tak straszliwej formie. Jeśli ktoś mógł zapoznać się z tą niezliczoną ilością błagalnych listów, w których wszyscy skarżyli się na swoje zmartwienia, albo którzy z powodów zdrowotnych, czy też materialnych nie mieli w ogóle możliwości, aby przyjechać do Groeninga, ten zrozumiał, że ci ludzie, którzy tam głowa przy głowie oczekiwali na ich ostatnią nadzieję, byli tylko przedstawicielami nieskończonej masy chorych, ułomnych lub zrozpaczonych, będących wszędzie tam, gdzie jest wojna i dominuje racja stanu, nienawiść i nieufność kierują losami ludów. Z pewnością było też wśród tych ludzi sporo takich, których choroby powstałyby w czasie największego pokoju. Jednak większość ludzi poszukujących pomocy była ofiarą wysoko rozwiniętej, naukowej zagłady ludzkości, oraz tego nie do zniesienia, duchowego obciążenia naszych czasów. Większość z nich to powracający do ojczyzny upośledzeni, zbombardowani uciekinierzy, którzy błąkali się od urzędu do urzędu zanim znaleźli jakąś nędzną pomoc, albo zanim dostali dach nad głową w przepełnionych barakach, czy mieszkaniach. Oni byli dla niezliczonych urzędów numerami i często napotykali się na zrzędne, ponure i tępe twarze, zamiast na ciepło ludzkiej pomocy. Zbyt często doświadczali też, że chętniej dawano bogatemu, który sam mógł coś dać, aniżeli zubożałemu, który niczego nie miał, oprócz ciężaru swojej nędzy. Ci ludzie, którzy tam czekali na Groeninga nie należeli już do łatwowiernych i zdolnych do zachwytu. Byli oni w większości nieczuli, sceptyczni, apatyczni, ale bardzo wyczuleni na krzywdę, na każde zdanie, dający się przekonać tylko poprzez czyn niosący pomoc. To były dni i noce przed wielkimi uzdrowieniami 9-go września - Groening był w tym czasie w drodze na północy Niemiec - kiedy wśród czekających ludzi wydarzyły się pierwsze uzdrowienia. Pod porywającym wrażeniem tych wydarzeń, w kręgu chorych zaczęła dokonywać się przemiana: przed ich oczami działała siła, na którą nie było żadnego ludzkiego wyjaśnienia i ta siła przyniosła pomoc tam, gdzie nie mógł pomóc żaden człowiek. Ci, co to widzieli nie byli uczonymi, którzy analizowaliby "cud" i próbowali go wyjaśnić za pomocą książek. To byli ludzie potrzebujący pomocy, którzy nigdzie jej nie znaleźli. Ludzie, którzy przeszli przez wszystkie fazy cierpień i sprawdzianów. I dlatego byli oni w tym momencie dojrzali do tego, aby rozpoznać w uzdrowieniu, które uzyskali, bożą rękę, by przeżyć bożą siłę, która dawała im znak wynoszący ich ponad ten cały zdrętwiały mechanizm epoki materialistycznej. Oni, ci najbiedniejsi z biednych, byli w tym momencie bogaci, ponieważ doświadczyli w swych sercach przemiany, której niejeden z bogatych nie mógł doświadczyć przez całe swoje życie. Znowu głęboka ciemność nocy spoczywała nad tysiącami czekających ludzi. I wtedy zaczęło się: niektórzy rozpoczęli formułować te może długo już nie wypowiadane słowa, tak że coraz więcej ludzi włączało się w modlitwę, aż wszyscy razem mówili: Ojcze nasz, któryś jest w niebie... I wtedy uroczyście i poważnie rozbrzmiało TE DEUM. W czasie tej wzruszającej chwili stał się, być może, jeszcze większy cud, aniżeli uzdrowienie sparaliżowanych członków ciała i rozstrojonych nerwów: Ludzie odnaleźli drogę do Boga. Gdy następnego popołudnia Bruno Groening stanął przed tymi poszukującymi pomocy ludźmi, zastał ich wewnętrznie uszlachetnionych tak, jak jeszcze nigdy dotąd nie byli, gotowych na przyjęcie uzdrowienia. Prawie godzinę stał milcząc, przyjmując w siebie od modlącego się tłumu jego cierpienia i rozpracowując je. Kiedy zaczął wypowiadać wybawiające słowa o Bogu Ojcu i lekarzu wszystkich ludzi, sceny biblijne stały się w rzeczywistością. Chorzy wstawali z noszy, sparaliżowani odrzucali kule i mogli chodzić, niewidome dziecko zaczęło widzieć. Okrzyki wdzięczności obwieszczały nowe uzdrowienia, z których tylko część mogła być zewnętrznie widoczna. Jeszcze dwa miesiące później i z pewnością przez dłuższy czas potem, oznajmiano o uzdrowieniach, które dokonały się, lub miały swój początek w tych dniach. Będąc na tarasie zajazdu, jeden z naszych najlepszych lekarzy stał się naocznym świadkiem tych wydarzeń. Przyznał on głęboko poruszony, że jako owoc tej chwili przyjmuje w siebie wiarę na całe życie, że człowiek jest niczym bez łaski Boga i że żadna wiedza i umiejętność nie jest w stanie uzdrowić człowieka, jeżeli w pokorze nie okaże się on być godnym łaski. Znowu się ściemniło, Bruno Groening, który przez wiele dni w drodze obywał się bez snu, usiadł na krótko na uboczu zanim zaczął się zwracać do pojedynczych, ciężkich przypadków. Z miną, która wyrażała miłosierdzie i dobroć, słuchał wołania tych, którzy szukali u niego pomocy. W całym pomieszczeniu nie pada ani jedno słowo. Jeszcze nikt nie potrafi wypowiedzieć uczuć, które nas wszystkich poruszają. Ale z zewnątrz słyszymy odpowiedź na pełne nadziei, pytające myśli: "Przyjdź królestwo Twoje." Kto nie chce słuchać słowa, nie może w ogóle oczekiwać pomocy i uzdrowieniaDoktor Trampler rozpoznał dokładnie już w 1949 r. jaka tajemnica zawarta jest w słowach Bruno Groeninga, tajemnica, która jest i będzie dla nas, jego przyjaciół i dla przyjaciół w całej przyszłości, po 25-ciu latach, kluczem do tego, aby móc nadal przeżywać działanie bożej siły. W jego książce "Wielkie nawrócenie" czytamy: "Podczas całego sporu poglądów dotyczących Bruno Groeninga, dziennikarze, lekarze, naukowcy próbowali przez cały czas ze swego opierającego się na rozumie, będącego ich nawykiem, punktu widzenia, dotrzeć do tajemnicy siły Bruno Groeninga, poprzez zbadanie stwierdzonych uzdrowień. Ale o dziwo, najrzadziej korzystano z tego najbardziej bliskiego źródła informacji, a mianowicie ze słów własnych Groeninga. W najbardziej powierzchowny sposób przyzwyczajono się do tego, aby traktować jego przemówienia i rozmowy jako pewnego rodzaju zjawiska, które towarzyszą jego uzdrowieniom, z których można by również zrezygnować i nie zdawali sobie z tego sprawy, że on podaje w nich jedyny klucz, który otwiera dojście do zrozumienia tego, co my przeżywamy jako zjawiska niewytłumaczalne. Niejeden chory podczas wizyty u Groeninga w widoczny sposób przyjął uzdrawiającą siłę, nie zdołał jednak osiągnąć uzdrowienia - według mojego przekonania dlatego, że zaniedbał to, aby przyjąć sumiennie słowa uzdrawiającego i wziąć je do serca. Słowo, każde z osobna ma wielką wagę i zasługuje na poważne przemyślenie. W uzdrowieniach ma ono tak decydujące i poruszające znaczenie, że można by właściwie powiedzieć: kto nie chce słuchać słowa, nie może w ogóle oczekiwać pomocy i uzdrowienia, ponieważ słowo jest kierującą, prowadzącą siłą do jego utrzymania. - ‘Przekazuję Państwu do wiadomości...’ - gdy Groening tym zdaniem rozpoczyna wypowiedź, to nie jest to jakiś zwrot powiedziany z przyzwyczajenia, tylko to zdanie mówi: on daje słuchaczom prezent, coś z istoty swojej siły, przekazuje im do wiadomości coś, na temat czego oni do tej pory może tylko snuli przypuszczenia, tylko przeczuwali. Posłuchajmy fragmentów jego przemówień (Traberhof, 27.8.1949 r., wieczorem), co sam mówi na temat swoich uzdrowień: " - Kto przyjmie i kto ma prawo do uzdrowienia? Prawo ma tylko ten, kto nosi w sobie wiarę bożą i zamierza z nią żyć. Istnieją również ludzie, którzy już przed laty stracili wiarę, już przed laty odstawili wiarę na bok i w dodatku zmieszali ją z błotem. Podaję Państwu do wiadomości, że Wy wszyscy, którzy tutaj na tym bożym świecie żyjecie, jesteście tylko dziećmi Boga. Jedynym lekarzem, lekarzem wszystkich ludzi jest i pozostanie nasz Pan Bóg. Tylko On może pomóc. Ale On pomaga tylko takiemu człowiekowi, który odnalazł do Niego drogę, albo, jak już powiedziałem, gotowy jest, by na tę drogę wejść, by przyjąć w siebie wiarę, by z nią żyć. Państwo nie musicie wierzyć w małego Groeninga, ale musicie mi zaufać i dziękować Bogu za Jego wielki czyn, za Jego moc i Jego wspaniałość. Nie ja oczekuję wdzięczności. Nie. Na to nie zasłużyłem. Ja tak samo spełniam swój obowiązek, jak Państwo w swoim życiu zawodowym... To zależy od samego człowieka, od tego jak się uwolnił, aby przyjąć uzdrowienie. To znaczy, że musi on być czysty. Musi wiedzieć, że nie jest bluźniercą. Musi wiedzieć, że zobowiązał się i czuje się zobowiązany do tego, aby żyć z Panem Bogiem. Wtedy jest czysty." Także w rozmowach prywatnych często słyszałem od Groeninga zdecydowane stwierdzenie, że ponosi on odpowiedzialność przed Bogiem, aby uzdrawiać poprzez bożą siłę tylko tych cierpiących ludzi, którzy przynajmniej mają dobrą wolę, by żyć według bożego prawa, a od uzdrowień wykluczyć tych, którzy nie są gotowi, aby wyrzec się zła. ‘Mógłbym’, powiedział ‘dokonać masowego uzdrowienia, mówiąc: niech wszyscy chorzy jakiegoś miasta, czy kraju będą zdrowi! Ale czy w ten sposób nie straciłoby się więcej, aniżeli zyskało? Czy źli ludzie pośród tych chorych byliby gotowi do nawrócenia się? Czy nie nadużyliby oni tylko przywróconego im zdrowia? Nie! Człowiek musi najpierw dokonać w sobie wewnętrznego nawrócenia się, musi być gotowy na wyrzucenie z siebie tego, co diabelskie i odnalezienie drogi do Boga. Dopiero wtedy wart jest tego, aby zostać uzdrowionym.’ Przeciwnicy Groeninga ostro zaatakowali takie nastawienie i wywnioskowali z tego niebezpieczeństwo, że każdy chory, który nie będzie uzdrowiony przez Groeninga, mógłby czuć się jako porzucony przez Boga i przez to duchowe obciążenie jeszcze bardziej cierpieć niż przedtem. Groening, osobiście, zdecydowanie odrzuca taką interpretację jego słów i określa ją, jako świadomie złośliwą. Kto przyzwyczaił się, by dokładnie zastanawiać się nad słowami, nie może ze zdań Groeninga wyczytać nic innego jak to, że zasadniczo wyklucza on odbiór uzdrowienia przez człowieka złego, wyrzekającego się Boga. Ale to nie oznacza jeszcze, że odwrotnie, wszyscy inni rzeczywiście byliby uzdrowieni. To oznacza tylko, że są oni dopuszczeni do tego, aby uzdrowienie uprosić. Czy ono w poszczególnych przypadkach rzeczywiście nastąpi, na to składa się jeszcze cały rząd kryteriów, które znajdują się absolutnie poza wszelką oceną danego pacjenta, - są to pytania, o których Groening mówi niechętnie nawet w zaufanym kręgu. O przyczynach kryzysu ludzkości, który w naszych dniach przeżywamy, Groening mówił (Traberhof, 31.8.1949 r., wieczorem): "Przed wiekami człowiek odszedł od natury, od wiary w naszego Pana Boga. Każdy myślał, że sam da sobie radę. ‘Teraz jesteśmy na tej Ziemi, teraz ułożymy sobie życie tak, jak chcemy i jakoś damy sobie radę’, myślał każdy. Ale ja podaję Państwu do wiadomości, że nikomu nie można pomóc bez naszego Pana Boga. A jeżeli ktoś uważa, że może odejść od natury, którą Pan Bóg, tak piękną, stworzył dla ludzi, ten może iść dokąd chce. Uważano, że jeden może odróżniać się od drugiego tym, że odwróci się od natury i wspinać się będzie po szczeblach kultury. To jest błąd, tu jest zawarte wszystko, czego człowiekowi brakuje: natura, z powrotem do natury! Z powrotem do naszego Pana Boga, z powrotem do wiary w dobro w człowieku! Do tej pory nienawiść i zazdrość była nie tylko wśród Niemców, lecz pośród wszystkich narodów Ziemi. Także i to musi się kiedyś skończyć. A skończy się dopiero wtedy, gdy każdy odnajdzie drogę do wiary. Wtedy nie będzie żadnej nienawiści wśród Państwa i wśród narodów Ziemi. I przez to zapewniony będzie na świecie pokój. Książka "Wielkie nawrócenie" jest w stanie dać odpowiedź na wiele pytań dotyczących drogi naszego, dużo pomagającego przyjaciela, ponieważ Bruno Groening określił dokładnie już na samym początku podstawowe prawdy swojej nauki. I tak zechciejmy postawić mu następujące pytania i dokładnie zwracać uwagę na odpowiedzi, które Bruno Groening podał w 1949 r. Są one zawarte w książce "Wielkie nawrócenie". Czego oczekuje ten wielki pomocnik od wszystkich tych, którzy chcą uzyskać uzdrowienie, powiedział on na Traberhof, 27.8.1949 r. wieczorem: "Powinniście być Państwo ludźmi dla innych ludzi. Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego! Nie bądźcie nienawistni, fałszywi, nikomu nie wyrządzajcie zła! Powinniście być wszyscy dla siebie dobrzy. Powinniście wiedzieć, że należycie do siebie, czy biedni, czy też bogaci. Nie bądźcie nigdy zazdrośni! Jeden ma, drugi nie ma. Najlepszym i największym bogactwem nie jest pieniądz, jak myśleliście, bogactwem jest zdrowie. Zdrowie jest wszystkim, czymś więcej niż pieniądze. I dlatego nie macie prawa mówić o innym człowieku, który ma nieco więcej pieniędzy, że on jest bogatszy." O religii i wyznaniu mówił Bruno Groening 17.10.1949 r. w Rosenheim: "Wystarczy mi tylko zaufać, obojętnie, gdzie się człowiek znajduje. Ale najgorsze jest przy tym to, że człowiek odstępuje od bożej wiary, którą ma w sobie i poprzez to odpowiednio inaczej żyje. Nie powinno dziać się tak, jak ludzie sobie to do tej pory wyobrażali, że idą raz w tygodniu, to jest w niedzielę, do kościoła, tam się modlą i tym samym uważają, że spełnili już swój obowiązek na ten tydzień i teraz mogą robić to, na co mają ochotę. To jest błąd. Jeżeli mówię, wierzę w Pana Boga, to muszę też zgodnie z tym być człowiekiem, muszę być wzorem, muszę pokazać, że jestem dobrym człowiekiem." W międzyczasie dziękuje ktoś z ludzi szukających pomocy za uzyskane właśnie uzdrowienie. Groening mówi dalej: "Nie mnie należy się wdzięczność. Wdzięczność należy się naszemu Panu Bogu. Dziękujcie Jemu przez całe wasze życie! Udowadniajcie, że jesteście rzeczywiście wierzącymi ludźmi! Chodźcie do domu bożego, módlcie się tam w skupieniu. Nie tak, jak do tej pory, że niektórzy, a może nawet wielu szło tam, żeby zobaczyć, jakie ubranie ma ten, czy inny człowiek, aby obgadywać go i czynić inne brudne sprawy, które widziałem na własne oczy i słyszałem. Tego nie należy robić. Jeżeli się idzie do kościoła, to należy pobożnie dziękował Bogu za wszelkie dobro, którego dokonał On w człowieku." Z tych słów Groeninga wynika jednocześnie odrzucenie jakiegokolwiek tworzenia się wokół jego osoby sekty. On kieruje ludzi do domów bożych ich wyznania. To można było zawsze stwierdzić wśród słuchaczy jego przemówień, że czuli się oni wzmocnieni w swoich, a nie w jakichś innych, nowych, czy zmienionych religijnych przekonaniach, że w uzdrowieniach odnajdywali widoczne potwierdzenie ich wiary, tak, że dziękowali za swoje uzdrowienie modlitwami dziękczynnymi swojego kościoła i nikt nie uważał tego za coś nieodpowiedniego. ‘Chcę abyście wszyscy byli dobrzy i wierzący!’ mówił często do swoich słuchaczy. Ostrzega on uzdrowionych przed mocą zła i wzmacnia ich uwagę na to, żeby rozpoznawać zło nie tylko w czymś odtrącającym, lecz jeszcze bardziej w czymś kuszącym, obojętnie jak by się ono zamaskowało. Pewnego razu odpowiedział na moje pytanie: ‘Dzisiaj jest tak, że dziewięć dziesiątych ludzi bardziej, albo mniej uzależnionych jest od zła. Ja muszę wszystko odwrócić. Muszę ich oderwać od zła, tak, żeby w końcu dziewięć dziesiątych było dobrymi ludźmi.’ Rolę zła, jako przeciwnika i miernika dobra uważa on za wieczną. Zawsze będą istnieć ludzie, którzy świadomie sprzedają swoją duszę złemu, tak, że już nie mogą być z tego wybawieni. W przeciwieństwie do tego Groening uważa, że większa część ludzi popełniła złe czyny i popełnia je, ponieważ jest ofiarą niesprzyjającego wpływu otoczenia i własnej słabości, ale w jakiś sposób odczuwa w sercu tęsknotę za dobrem. Szczególnie takim ludziom chce on pomóc. W czasie tej rozmowy o rzeczach dobrych i złych poruszyłem sprawę wolnej woli. Ze szczególnie sprecyzowanym zdecydowaniem Groening przeciwstawił się wszelkiemu wpływowi na ludzką wolną wolę. ‘Wolno mi człowiekowi pomóc znaleźć drogę do dobra, ale nie wolno mi za niego w tej sprawie decydować, ani zmuszać go do dobra. Każdy musi odnaleźć swoją drogę.’ Właśnie z tego powodu, aby nie naruszać ludzkiej wolnej woli, odrzuca on sugestię i hipnozę, jako coś diabelskiego. To, co mówili najbiedniejsi z biednych, którzy obarczeni ‘nieuleczalnymi’ cierpieniami, czekali na Traberhof na Groeninga, pokazuje, że właśnie oni ze wzruszającym przywiązaniem i wiernością zostali do niego skierowani. Poza tym najważniejszym procesem uzdrowienia, czuli się szczęśliwie i bezpiecznie, bo przeżyli gotowość niesienia pomocy bez poprzedniego udowodnienia potrzeby, bez formularzy, ankiet i formalności. Przede wszystkim wstydliwi biedacy - którzy byli niezdolni, aby zdobyć środki pieniężne dla uzyskania zdrowia - nie nauczyli się jednak, aby prosić o to innych, odczuwali z nieskończoną wdzięcznością tę ludzką wielkość człowieka, który im bezinteresownie pomaga, nie pytając nawet o ich nazwiska. Ktoś, kto Groeninga jeszcze bliżej nie zna, jako pierwsze stawia mu pytanie: ‘Jakie choroby potrafi Pan uzdrawiać?’ Groening wyjaśnia, że zasadniczo każdą chorobę, ale nie u każdego człowieka. Przy niektórych, szczególnie ciężkich chorobach zależy to też od tego, w jakim stadium znajduje się człowiek poszukujący pomocy. Istnieją choroby, które może on ‘wyciągnąć’ w ciągu krótkiej chwili. Z kolei inni poszukujący pomocy muszą się przygotować na dłuższy czas przestawienia się. ‘Muszę ożywić’, wyjaśnia ‘to, co już długo było nieżywe. Nie zawsze można od razu odczuć, że powróciło nowe życie. Często trzeba długo czekać, ale wtedy przychodzi to nagle. Jeżeli w międzyczasie nie pozwoli on dotknąć się złemu duchowi zwątpienia i niedowiarstwa.’ Tym ludziom poszukującym pomocy, którzy muszą się nastawić na okres czekania mówił on chętnie: ‘Odwrócony (nawrócony) też jest coś wart.’ Rzeczywiście, to powiedzenie pojawia się stale. Ma ono temu, do kogo jest skierowane, wyjaśnić, że dokonał się odwrót tzn. nawrócenie i że to zależy od niego, co z tym nawróceniem zrobi. Tak zakończył jedno ze swych przemówień: ’To, po co przyszliście, otrzymaliście. Teraz zależy już od Was samych, jak to utrzymacie.’ Bez wątpienia, utrzymanie uzdrowienia wymaga od uzdrowionych w wielkim stopniu wiary i duchowej dyscypliny. Ten krytyczny punkt rozstrzyga o stabilności przywróconego zdrowia. Również bóle regulacyjne często powodują zamieszanie wśród ludzi poszukujących pomocy. Ból regulacyjny musi nastąpić, mówi Groening. Nieraz ludzie w chwili pojawienia się bólu regulacyjnego obawiają się ponownego powrotu choroby. Często ogarniał ich strach i mówili: Jest jeszcze gorzej, chodźmy do lekarza. Groening: ‘Dlatego zwracam Państwu uwagę na to, że jeżeli pojawi się ból regulacyjny, to należy go znieść, przetrzymać. Nie dzieje się nic złego, lecz tylko to, że człowiek powraca do zdrowia.’ Do tego koniecznego zaufania należy również wiara ludzi poszukujących pomocy w stosunku do Groeninga, że uzdrawiająca siła, nawet jeśli ją tylko raz w siebie przyjęli, działa nadal w człowieku i że Groening, tak, jak mawiał, zawsze służy choremu pomocą, nawet jeżeli dzielą ich wielkie odległości. ’Kto ufa, ten niech idzie teraz do domu, kto nie ufa, ten niech zostanie’, tak musiał odpowiadać wielu ludziom poszukującym pomocy, gdy uważali, że otrzymają więcej, jeśli będą za nim wszędzie jeździli i zarzucali go swoimi życzeniami. W rzeczywistości, przeszkadzają oni tylko poprzez ich porywczość i niepokój, osiągając o wiele mniej niż każdy ten, kto skromnie i z wiarą, może z kulką ze staniolu w ręku, pozostaje w cichym skupieniu. To droga do wnętrza jest tą drogą, która prowadzi do celu! Człowiekowi pokornemu, ufającemu, wierzącemu, Bóg da wszystko - to ostrzeżenie dał Groening na drogę ludziom poszukującym uzdrowienia i zwrócił się wyraźnie przeciwko tym, którzy żądają pomocy jego uzdrawiającej siły, podobnie jak robi to klient ubezpieczalni, żądając świadczeń, za które uiścił opłaty, lub dają mu instrukcje, jak powinien wypełniać swoją misję (oczywiście najpierw w stosunku do nich). Wiele pytań dotyczy ciągle staniolowej kulki i "zamówionych" (naładowanych bożą energią) przez niego przedmiotów. Kto posiada dojrzałość i zdolność do koncentracji na drodze do wnętrza, ten nie będzie uzależniony w trakcie swojego uzdrowienia od fizycznej obecności Groeninga, ponieważ w każdym naładowanym jego siłą przedmiocie może poprzez moc myśli odczuwać wyraźnie jego metafizyczną obecność. Uzdrawiająca kulka staniolowa (albo inny zamówiony przedmiot) przyczynia się z jednej strony, zgodnie z wypowiedzią Groeninga, do faktu jego stałej obecności, z drugiej natomiast do połączenia z uzdrawiającym, niebiańskim promieniowaniem. Obie rzeczy są niezbędne do uzdrawiającego działania. Groening: ‘Jeżeli dotknąłem kulki - małego odpowiednika naszej Ziemi - wtedy powracają do niej wszystkie promieniowania, które otaczają naszą Ziemię i prowadzą człowieka do nigdy niekończącego się połączenia z nimi.’ Od tego momentu, w którym człowiek bierze kulkę do ręki, doświadcza on całkowitej noworegulacji. Skierowana ona będzie do wszystkich centrów bodźcowych w ludzkim systemie nerwowym tak, że wyreguluje się układ krążenia. Wszelkie schorzenia organów i członków zostaną przezwyciężone przez uzdrawiające prądy, nawet jeśli chodzi o tak ciężkie choroby jak próchnica kości, zmiany w kręgosłupie i w kośćcu, czy rak w początkowym stadium. Nie ma niczego, na co nie można by oddziaływać kulką. ‘Oczywiście,’ zgadza się Groening na zarzut, który postawiłem, ‘istnieją ludzie dobrzy i wierni, a mimo tego początkowo nie mogą niczego odczuć. Ich błędem jest niecierpliwość. U wielu ludzi nerw czucia jest tak osłabiony, czy tępy, że musi on być najpierw pobudzony do życia. To może trwać minuty, godziny, dni lub tygodnie, zanim rozpocznie się nowe życie. Ale siła kulki, mimo tego, zaczyna uzdrawiać już w tym momencie, w którym została po raz pierwszy dotknięta, tylko, że chory nie może sobie tego od razu uświadomić.’ Przy używaniu wszystkich zamówionych przedmiotów ważna jest, oprócz wewnętrznego przygotowania, pozornie mała, lecz bardzo istotna sprawa. Należy siedzieć z wolnymi, nie opartymi o nic plecami i nie krzyżować ani nóg, ani rąk. Wzajemne dotykanie rąk powoduje, zgodnie z mniemaniem Groeninga, krótkie spięcie prądu życia w tułowiu. Zakładanie jedna na drugą, lub łączenie nóg doprowadza do tej samej przeszkody w dolnej części ciała. Jeżeli ktoś popełnia te błędy z przyzwyczajenia, może sobie przysporzyć nieprzyjemnych chorób. Zapytałem go także i o to, czy kiedyś zabierze swoją siłę do grobu: ‘Jeżeli mnie już nie będzie, ludzie będą na takim etapie, że sami będą mogli się uzdrawiać. Wielkie nawrócenie Oskarżenie tego, w dosłownym słowa znaczeniu, rozpaczliwego, strasznego czasu, zostało wniesione z elementarną siłą już poprzez samo pojawienie się ludzi poszukujących pomocy na Traberhof koło Rosenheim. To oskarżenie uwidacznia się jeszcze bardziej wstrząsająco pomiędzy wierszami ponad 1/4 miliona listów, skierowanych do Bruno Groeninga. Rozwój techniczno-materialistyczny prowadzi poprzez specjalizację do podziału jedności życia, a wielkie odkrycia służą przede wszystkim temu, aby dać pole do działania chęci zniszczenia w takim rozmiarze, jak nigdy dotąd. Musimy przejść z epoki mechanicznej do epoki życia, w której siła techniki nie będzie już sługą demonów, lecz sługą ludzi, a przy stosunkach międzyludzkich, czy też między narodami znowu będą mieć zastosowanie te prawa, które wynikają z wielkich kultur religijnych. Prognoza Groeninga mówi, że ludzie nauczą się jeszcze za jego czasów uzdrawiać sami siebie poprzez siłę, którą on przekazuje. Pomiędzy tą teraźniejszością, jak również i przyszłością samouzdrawiania ludzi, musi znajdować się jedno: wielkie nawrócenie! Na czym polega to nawrócenie, dokąd ma ono nas zaprowadzić, najlepiej doświadczymy, jeśli zbadamy dokąd doprowadziła nas w rzeczywistości droga, którą od pewnego czasu kroczyliśmy. Jednak to, że ten człowiek z nieznanej nieskończoności czerpie uzdrawiający prąd, to, że poprzez swoje dotknięcie potrafi przekazać w każdy przedmiot na całym świecie siłę życia, że przez tę moc, która spoczywa w jego rękach niczego innego nie chce, jak tylko odwrócenia się ludzi od samobójczego materializmu i rozpoznania rzeczywistości tej nad nimi rządzącej siły - może być jednym ze znaków, w którym zapowiada się prawdziwy przełom dziejów. Gdyż wszystkie atomowe miasta (miasta posiadające technikę atomową), ich szeregi robotników i ich naukowcy nie są w stanie stworzyć uzdrawiającej siły dobra, która płynie ku wierzącemu człowiekowi z jednej staniolowej kulki, dotkniętej przez rękę Groeninga." Tyle doktor Trampler. Groening - film dokumentalnyW czasie między 15.08. a 29.09.1949 roku podczas tych bardzo doniosłych wydarzeń na Trabenhof koło Rosenheimie, został nakręcony film. W 1974 roku nauka Bruno Groeninga zachowana jest jeszcze przez małą grupę przyjaciół i ludzi poszukujących pomocy. W świadomości opinii publicznej nazwisko to popada w zapomnienie. To, że Bruno Groening nie musiał się kryć ze swoją wiedzą, wynika z jego pozytywnego nastawienia do tego filmu dokumentalnego z roku 1949. Nie chodziło mu przebojowe wypowiedzi w magazynie filmowym, lecz o prawdę. Jest to jedna ze stacji drogi życiowej naszego niosącego pomoc przyjaciela, która przyczynia się do zrozumienia woli i dążenia Bruno Groeninga, jeśli ją w spokoju rozważymy. W kurierze filmowym : Człowiek w polu widzenia czasu! Film dokumentalny, produkcja Rolf Engler Wycinek z kuriera: "Groeninga nazywano 'Mesjaszem z Herford'. Groening, głęboko religijny człowiek nie zgadzał się z tym określeniem. Ilość wierzących w niego ludzi będzie liczona w milionach! Miliony ludzi będą interesować się filmem dokumentalnym o Bruno Groeningu, ponieważ pokazuje on w obrazach podbijających serca, w prostocie relacji ustnych, działalność Groeninga wśród chorej, cierpiącej ludzkości. Spoglądamy w twarz chudego ascety, rozpoznajemy pełne siły napięcie, głębokie pogrążenie się w zadaniu, aby przynieść ulgę cierpiącemu człowiekowi, aby mu pomóc. Przeżywamy ożywione dyskusje, przeżywamy, jak jego wzrok odbiega gdzieś w dal ... Kim jest ten człowiek, który ściąga na siebie to niezwykłe zainteresowanie, o którym świat medyczny zaczyna mówić jako o "człowieku wyjątkowym"? Nagłówki artykułów : "Człowiek z ludu." A Bruno Groening sam pisze na ten temat kilka słów: "Film, który relacjonuje autentycznie moje metody uzdrawiania, nosi moje imię. Popieram to, że poprzez swój dokumentalny charakter stwarza on możliwość, aby wszystko, co o mnie, o moim działaniu, o moich sukcesach i pozornych granicach możliwości zostało napisane, powiedziane i dalej przekazywane, aby to wszystko bez uprzedzeń dostało się na łamy opinii publicznej. Niech ten film poprzez swoje rzeczowe opisanie wydarzeń dziejących się wokół mnie, działa wyjaśniająco i niech stanie się zwiastunem tego, do czego dążę z gorącym sercem i z nieznużoną pracą, aby:
Droga Bruno GroeningaPo dojściu do szczytu - cały świat był informowany o jego działaniu, przed Bruno Groeningiem były otwarte dwie drogi : droga, która zrobi z niego najbogatszego człowieka na świecie i przyniesie mu sławę i zaszczyty, lub droga pokory. Od tego dnia, kiedy Bruno Groening został wyciągnięty na łamy światowej opinii publicznej, ludzie poznali, że znaleźli w nim człowieka, który był inny niż wszyscy. Dzięki temu można zyskać sławę i pieniądze. I dlatego istnieli zawsze ludzie, których przyciągała taka możliwość i stale narzucali się Bruno Groeningowi z ich rzekomą gotowością niesienia pomocy. W okresie jego życia starali się go usidłać i sprawili, że miał bardzo ciężkie życie, którego prawie nie mógł znieść. Pieniądze i sława? Wydawca czasopisma "Nawrócenie" w 1950 roku w 1 numerze pisze m.in.: "Dla Bruno Groeninga byłoby łatwą sprawą stać się najbogatszym człowiekiem na ziemi, gdyby można było kupić zdrowie za pieniądze. Prawdopodobnie nie wzięto by mu tego za złe, ponieważ jego postępowanie traktowano by jako zgodne duchem z czasem." A to, że nie chce brać pieniędzy, ale za to oczekuje od chorych wewnętrznego nawrócenia się, prawdziwej zmiany stylu życia, łamie w ten sposób reguły, w oparciu o które postępują współcześni mu ludzie i staje się podejrzanym dla tych, którzy nie są w stanie zrozumieć, że człowieka dwudziestego wieku zupełnie nie interesują pieniądze." Czego chce Bruno Groening? On chce pomagać, uzdrawiać i nawracać ludzi do Boga, on sam mówi:" Chcę, aby wszyscy byli ludźmi dobrymi i wierzącymi. Chcę, abyście odnaleźli znowu ten prawdziwy, boży instynkt, który zgubiliście. Osiągnięcie tego jest moim zadaniem." On szuka drogi, aby móc działać swobodnie i nieskrępowanie. Dlatego też poszukuje pomocników. Co zaoferowali mu "pomocnicy"? W Herford wspólnota pracy Pharmadyn, zarejestrowany związek z siedzibą dyrekcji w Bielefeld, pod kierownictwem członka zarządu prof. dr B. zaoferowała się, aby werbować dalszych nowych ludzi, którzy jednocześnie, bezpłatnie byliby członkami "Koła przyjaciół Bruno Groeninga". 12.07.1949 roku w Herford na Placu Wilhelma 7 zostało postanowione, co następuje: "1. Bruno Groening będzie przeprowadzał w obecności i przy współpracy naukowo uznanych lekarzy specjalistów ponad 100 zabiegów leczniczych, czy też uzdrowień. Wymienieni lekarze mają stworzyć wszelkie warunki do wydawania na ten temat obiektywnych orzeczeń. 2. Gdy powyższy materiał zostanie przedłożony, wtedy dalej prof. dr B. będzie zleceniodawcą Groeninga ( w sensie koła przyjaciół) i także samego Groeninga osobiście, aby wspólnie wygłaszać wykłady o chorobie i uzdrowieniu we wszystkich miastach tej strefy i poprzez to dostać się na łamy opinii publicznej. 3. Muszą zostać zbudowane lecznice dla pacjentów, którzy szukają pomocy u Groeninga (obecnie liczba ich wynosi ok. 100 000) - w zależności od potrzeb większa ilość lecznic! Jak już wiemy, po lekarskim sprawdzianie w klinice w Heilderbergu, którego rezultat był pozytywny, otrzymał Bruno Groening zapewnienie, że droga dla jego dalszego swobodnego działania zostanie mu ostatecznie otwarta . Miano mu zapewnić lecznice, w których mieli być także zatrudnieni lekarze. I to dlatego, aby móc jak najdokładniej kontrolować wszystkie przypadki, aby mieć dalsze potwierdzenia nie tylko dla opinii publicznej, ale także dla medycyny. Bruno Groening skorzystał później z zupełnie innej oferty, którą zaproponowała mu rodzina Harwat, a mianowicie, aby przybył na Traberhof bez żadnych finansowych zobowiązań. Bruno Groening nazwał ten dom lecznicą. Zapotrzebowanie na dalsze lecznice było wielkie i współpracownicy Groeninga z tego okresu czasu obiecywali mu załatwienie takich lecznic. Wiele mu obiecywano. Związek przyjaciół filmu kulturalnego w Zurychu stara się o popularność Bruno Groeninga w Szwajcarii poprzez następujące publikację ze zdjęciem Bruno Groeninga w jednej ze szwajcarskich gazet: Groening nadal uzdrawia! Tak brzmi najnowszy nagłówek artykułów niemieckich czasopism w nadzwyczajnych dodatkach. Niech i Państwo zapoznają się z tym obiektywnym, bardzo interesującym i rzeczowym sprawozdaniem o Bruno Groeningu, które powstało pod ostrą kontrolą lekarzy i urzędów, i proszę sobie samemu wyrobić opinię o tym człowieku, który przez swoją nową metodę uzdrawiania trzyma w napięciu tysiące ludzi: W przyszłą niedzielę, przed południem o 10.30, film Matinee ( 10 powtórzenie)." 04.05.1950 roku pojawił się w "Tygodniowej poczcie" artykuł: "Groening w nowym świetle! Dolary przyciągały... ale Groening nie przyjął!" Poniżej mały fragment z tego artykułu: "Nagle został przerwany spokój poprzez hałas silnika.. Jakiś samochód zatrzymuje się przed wjazdem. Głosy stają się głośniejsze, ktoś domaga się Groeninga. Męska postać pojawia się w progu i donosi, że właśnie przybył jakiś Amerykanin i ktoś z branży filmowej i mają ważne sprawy do omówienia z Groeningiem. Chodzi tu o amerykańskiego dziennikarza, przedstawiciela światowej agencji prasowej i o pewnego pana ze znanego niemieckiego towarzystwa filmowego. Oni chcą zaprosić Bruno Groeninga na tournee do Ameryki. Bruno Groening słucha z uwagą i wyraża zgodę na podjęcie bliższych pertraktacji. "To będzie gościnna wizyta, panie Groening!", mówi amerykański dziennikarz na wstępie i próbuje przedstawić cudownemu doktorowi z Herford już gotowy plan. Według tego planu ma Groening pojechać na kilka tygodni do Ameryki i uzdrawiać tam dobrze sytuowanych pacjentów. Dochody z tego mają służyć później na budowę planowanych przez niego lecznic w Niemczech. Ażeby można było przygotować grunt, jeżeli chodzi o propagandę, dlatego Bruno Groening ma podróżować statkiem, zamiast lecieć samolotem. Amerykanin po krótkim zastanowieniu się dodał, że przygotował również i to, że na statku będą znajdować się przypadkowo chorzy, na których może przeprowadzić próby uzdrawiania. "To będzie niesamowity sukces", mówi producent do Groeninga. "Pan sobie nie wyobraża, jak będzie pan przyjęty już po przybyciu do Nowego Jorku: Oczywiście musi się pan zobowiązać do dotrzymania ustalonych terminów, aby zapewnić bez kłopotów przebieg pana tournee. "Do masowych uzdrowień znajdują się do pana dyspozycji różne hale", podkreśla Amerykanin, np. Madison Square Garden w Nowym Jorku, która mieści ponad 20.000 ludzi. Już dzisiaj możemy zapewnić, że będą pełne sale. Naturalnie, tych, którzy będą chcieli wziąć w tym udział, musi to trochę kosztować. "Myślę, że koszt jednego biletu wstępu powinien wynosić od 5 do 30 dolarów", uzupełnia ten pan z branży filmowej i kontynuuje: "Można zorganizować również odwiedziny w Czerwonym Krzyżu i u innych amerykańskich organizacji dobroczynnych. Wiadomo, że uzdrowienia w tych organizacjach będą przeprowadzane za darmo, panie Groening. Jednocześnie moglibyśmy zająć się powołaniem do życia wspólnoty zainteresowanych w Stanach. My osobiście staralibyśmy się o to, aby pan był podczas pańskiego pobytu w Stanach izolowany, aby nie dopuścić do kontaktu z podłymi handlowcami!" Tego typu i inne oferty otrzymywał Groening aż do momentu jego odejścia na tamten świat. W ostatnim okresie czasie we Francji została skierowana pod adresem BRUNO GROENINGA jeszcze jedna wynaturzona oferta. Gdyby się na nią zgodził, pozbyłby się od razu wszelkich finansowych kłopotów związanych z wielkim procesem. On odrzucił to, ponieważ musiałby przyjąć na siebie ograniczające go zobowiązania. Przeżywając to wszystko, potrafił jeszcze z humorem powiedzieć do przyjaciół w Rosenheim: "Jesteście niedobrzy!", kiedy oni poparli podjęcie jego decyzji : "Tak to dobrze, że pan odrzucił tę ofertę." Dlaczego nie przyjął Bruno Groening tych ponętnych ofert? W rzeczywistości nie jest w stanie zrozumieć go ani przyjaciel ani wróg. Zupełnie zdany na siebie, wstąpił on na drogę, która była gorsza od drogi ciernistej i stromej, on wstąpił na drogę pokory. On sam mówi o tym w następujący sposób: "Dlaczego w ogóle tak postępuję, że tak angażuję się dla ludzi? Czego chcę od chorych, w ogóle czego ja właściwie chcę? Czy chcę zarobić pieniądze, czy chcę być bogatym człowiekiem, czy chcę pomagać człowiekowi? Być bogatym, tak, jeżeli ktoś twierdzi, czy ludzie myślą, że ja to robię tylko dlatego, aby stać się bogatym, bogatym pod względem pieniędzy i majątku, to mógłbym udowodnić im coś innego, tzn. przeciwieństwo tego wszystkiego. I nie mogę zaprzeczyć temu, że stałem się bogaty. Wiecie o tym, że ja rzeczywiście w tym krótkim czasie, od czasu, gdy zostałem wciągnięty na arenę szerokiej opinii publicznej, stałem się bogatym człowiekiem. Mimo tego - nie wielkim, nie wyniosłym, ale bogatym człowiekiem. - Bogatym w siłę, aby móc pomagać ludziom i ich uzdrawiać. ... I właśnie taka jest moja droga, droga cierpienia. Ja nie cierpię dla siebie, ja tego nie potrzebuję. Gdybym chciał być bogaty, jeżeli chodzi o pieniądze i majątek, to byłoby to dla mnie drobnostką, to byłbym już najbogatszym człowiekiem na świecie, ale tylko pod względem pieniędzy i majątku. A ponieważ tym gardzę, dlatego nie miejcie Państwo odwagi na to, aby mi oferować pieniądze. Wszystko odrzucam. I jeżeli mówię Państwu, że także i za to tutaj nie otrzymuję ani grosza, to i to jest prawdą. Ja nie muszę tego robić, a jednak mimo mojej dobroci i gotowości niesienia pomocy muszę cierpieć. To nie znaczy, że chcę się poprzez to wywyższyć. Jest dużo ludzi, którzy tego wszystkiego nie rozumieją." A teraz przypomnijmy sobie jeszcze raz poszczególne stacje tej ciernistej drogi. Poprzez zakaz uzdrawiania w Herford rozpoczęły się starania Bruno Groeninga o to, aby znaleźć drogę, na której mógłby swobodnie działać. Dlatego też zlecił Egonowi Arturowi Schmidt, aby założył związek " Koło Przyjaciół Bruno Groeninga" w Herford. Potem udał się do Heidelbergu, aby przedstawić swoje działanie lekarzom. Potem, po okresie czasu związanego z Trabenhof, zgodził się na to, aby Otto von Meckelburg założył "Związek do badań metod uzdrowień Groeninga." Pochwalał to, że ludzie chcieli mu oddać do dyspozycji uzdrowiska. Jako oskarżony musiał wziąć udział w rozprawie sądowej w roku 1952 i 1953 i mimo uniewinniającego wyroku musiał wziąć na siebie obowiązek, że będzie się starał o uzyskanie świadectwa pozwalającemu mu ze strony państwa na przeprowadzenie uzdrowień. Poniżył się, starając się o uzyskanie pozwolenia na złożenie egzaminu jako naturopata. Pozwolił on Bachmanowi na wybudowanie w jego imieniu "laboratorium biologiczno dynamicznego" i wyprodukowanie dwóch biologicznych środków "G52 i L52." W końcu stworzył warunki do założenia Związku Groeninga. Nawet po wtórnym zawarciu małżeństwa nie miał Bruno Groening wolnego czasu na życie prywatne. Aby podołać zobowiązaniom, które wziął na siebie, poświęcał on na to cały swój czas. Jego ciernista droga była wysłana wieloma procesami i w końcu wielkim procesem. Stworzył ponownie warunki do utworzenia w Niemczech i Austrii "Związków do popierania duchowych i naturalnych podstaw życia." W największej pokorze i oddaniu się, Bruno Groening udał się do Paryża, aby tam poświęcić swoje życie. W obchodzeniu się ze słowem "ofiara", my, ludzie, powinniśmy być bardzo ostrożni. Jednak w tym przypadku, to słowo, z całym zawartym w nim ciężarem, stało się prawdą w momencie, kiedy Bruno Groening zmarł w Paryżu. Bruno Groeninga "jego byt tutaj""Podaję państwu do wiadomości", mawiał często Bruno Groening. Tak, ale skąd brał Bruno Groening tę wiedzę? Skąd pobierał ten prosty, pewny siebie człowiek siłę do swoich czynów? "Wszystko było we mnie", powiedział. "To nie jest siła ludzka, lecz boża siła." "Czuję się zobowiązany do przywrócenia człowiekowi równowagi i żeby przygotować go tak, aby panował nad materią." "Człowiekowi musi być przywrócona świadomość, że jego ciało tylko wtedy przedstawia pełną wartość, jeżeli jest w bożym porządku." "Nie wolno nigdy dopuścić do tego, żeby ciało panowało nad duchem, tylko duch ma panować nad ciałem." "Człowiek postępuje według swojej woli. Jaka wola, takie myśli. Myśli poruszają człowieka do czynu." Jaka była wola Bruno Groeninga? "Powinniście Państwo wiedzieć, że należycie do siebie. Powinniście kochać waszego bliźniego jak siebie samego. To jest moim życzeniem, to jest moja wola, aby tak się działo. Aby doszło do zjednoczenia się ludzi i poprzez to stanie się możliwa pomoc dla wszystkich." Bruno Groening zamienił swoją wolę w czyn. On jednoczył ludzi wszędzie, gdzie tylko mógł. Po czasie związanym z Traberhof, pracował nieustannie. Gdzie się tylko pojawił, otaczany był przez ludzi, którzy szukali jego pomocy i uzdrowienia, i wszędzie, gdzie tylko znajdował się działy się rzeczy wielkie i niepojętne. On przekazywał ludziom do wiadomości to, co jest dla ich życia najważniejsze i prowadził ich do uzdrowienia. Działo się to w czasie niezliczonych, poszczególnych odwiedzin w gospodach, w hotelach, w prywatnych mieszkaniach, nawet na ulicach i na stacjach benzynowych. Groeninga można było spotkać wszędzie w Niemczech i tam, gdzie zapraszali go reporterzy, tam jechał. Gdzie jest on teraz? Nikt nie wiedział. On szedł zawsze tam, gdzie czuł się przyciągnięty, gdzie czekali na niego z gorącym sercem i tęsknotą na jego przyjście ludzie szukający pomocy. Nie powstały uzdrowiska, o które się tak starano. Bruno Groening został niesamowicie zawiedziony przez swoich współpracowników i przez urzędy. Gdy homeopata Enderlin udostępnił mu na wykłady swoje prywatne mieszkanie w Monachium. Bruno, Groening przychodził tam regularnie - do dzielnicy Schwabing na placu Nicolai. Z tego okresu czasu znajdują się w archiwum duże ilości listów dziękczynnych i relacji o uzdrowieniach. Poza tym Bruno Groening prowadził wykłady w domu hrabiny Weikersheim w Gräfelfing. Istnieją relacje również z tego okresu jego działania. Gdy postawiono Bruno Groeninga przed sądem z powodu wykroczenia przeciwko prawu dla naturopatów, rozprawa ta zakończyła się potem wyrokiem uniewinniającym, jego obrońca, adwokat dr A. Roedel, pisze publicznie w gazecie m.in.: "Ustawa dla naturopatów nie dotyczy Groeninga. Każdy rodzaj współżycia między ludźmi rozgrywa się w oparciu o pewne normy, które z konieczności wyłoniły się już w początkach historii ludzkości i które to ustalają prawo każdego poszczególnego człowieka i społeczeństwa. Ponieważ każde współżycie między ludźmi uwarunkowane jest pewnymi podstawowymi wymaganiami, z drugiej strony jednak te wymagania wynikają ze struktury ludzkiej natury, określamy te normy jako prawo natury. To prawo natury znalazło pierwszy pisemny wyraz przede wszystkim w nakazach wielkiego kościoła. Później zostało ono przejęte przez wszystkie narody, częściowo jako prawo zwyczajowe, częściowo jako prawo pisane i jest ugruntowane we wszystkich kodeksach ustawodawczych Tak, jak w prawie natury ugruntowane jest roszczenie do wystarczających ilości pożywienia, aby zachowa została ludzka egzystencja, tak też i zdrowie człowieka jest cennym dobrem, którego zachowanie, lub przywrócenie należy do naturalnego prawa każdego człowieka. To nieuzewnętrznione prawo odpowiada tak bardzo najgłębszej ludzkiej tęsknocie, że każde jego podcięcie, czy zawężenie będzie odczuwane jako mocne naruszenie podstaw egzystencji i nigdy nie będzie ani akceptowane, ani zachowywane. Tak, jak tęsknota za zdrowiem i uzdrowieniem nigdy nie może być ograniczana poprzez środki ustawodawcze, tak też nie może być ograniczana moc uzdrawiania, która tkwi w jakimś człowieku. Wszelkie prawo pisane, które nie sprosta tym wymaganiom, zaprzecza prawu natury i nie znajduje uznania, a w końcu zaczyna być lekceważone, jeżeli mądry ustawodawca temu nie zaradzi. Jedną z ustaw, która podlega ignorancji jest ustawa dla naturopatów z 17.02.1939. roku. Powstała w duchu, aby wszystko uporządkować i wszystko podporządkować wszechmocy państwowej, podporządkowując w ten sposób prawa jednostki, jest typową ustawą przeszłej epoki, w której każdy ludzki krok miał być strzeżony i regulowany, a każdy wolny rozwój osobowości był zdradą stanu. Istnieją ludzie, którzy jeszcze posiadają niezbadane siły, którzy są gotowi do niesienia pomocy i udostępnienia tych sił w służbie ludzkości i to w przypadkach, w których zgodnie z dzisiejszym stanem nauki nie jest możliwe ani wyleczenie, ani złagodzenie cierpień. Ta możliwość pomagania cierpiącej ludzkości nie może być jako naturalne prawo wszystkich ludzi ani zawężona poprzez ustawy, ani zakazana. Jednym z takich ludzi, którzy są obdarzeni możliwością pomagania innym i którym jest dana siła, aby uzdrawiać, szczególnie także tam, gdzie inni nie mogą już pomóc, jest Bruno Groening, lekarz od urodzenia i z łaski Boga, głęboko wierzący człowiek, który wypełniony swoją misją, chce poświęcić tę znajdującą się w nim siłę dla korzyści i dobra ludzkości, dla wszystkich chorych i szukających uzdrowienia ludzi. Naszym zadaniem jest, aby mu pomóc i przez to pomóc chorym, aby uzdrawiająca siła nie udusiła się w gąszczu ograniczonych paragrafów. Jeżeli zapytamy siebie my, jako poprawni, podporządkowani obywatele, których nie trapią choroby, którzy są wolni od jakiegokolwiek impulsu, którzy są sługami prawa, jak można pogodzić działalność Groeninga z ustawą dla naturopatów, to musimy wziąć pod uwagę następujące aspekty: Także według ustawy dla naturopatów, każdemu była zezwolona czynność uzdrawiająca, jeżeli nie była ona wykonywana zawodowo. Kto bezinteresownie pomaga swoim bliźnim w zapobieganiu chorobom, czy też w ich leczeniu - tak brzmi uzasadnienie tej ustawy - temu nie można, nie powinno się w tym przeszkadzać. Nie zawodowo: Groening nie brał za uzdrowienia żadnej płaty. Jego dewizą jest - kto nigdzie nie znalazł uzdrowienia niech przyjdzie do niego, pieniądze i strach ma pozostawić w domu, a przynieść ze sobą wiarę i czas. Wiarę, ponieważ ona jest niezbędnym warunkiem dla każdego uzdrowienia, a czas, ponieważ każde uzdrowienie wymaga pewnego czasu. Ta wolna działalność uzdrawiająca, którą Groening wykonuje nie podlega dlatego pod ustawę dla naturopatów. Sama ustawa przewiduje też tego typu zdolności, kiedy w § 8 wymaga, że ten, kto chce złożyć wniosek o uzyskanie zezwolenia na pracę jako naturopata, musi udowodnić swoje umiejętności jako naturopata i efekty swojej pracy w tym kierunku z okresu przynajmniej 3 lat. Więc musi się Groeningowi przyznać, że on wykonuje swoje wolne czyny miłości i także stróże paragrafów, biorąc pod uwagę te aspekty, będą musieli wydać mu pozwolenie na dalsze działanie, na dalsze przeprowadzanie uzdrowień i poprzez to dać mu możliwości udowodnienia jego uzdolnień. Także przy ścisłej interpretacji prawa musi się przyznać, że działalność, która służy do zbadania sił, które spoczywają w tym człowieku, nie jest jeszcze działaniem zawodowym, ponieważ w tym przejściowym stadium musi być dana Groeningowi możliwość do pracowania i badania. Ale wspaniałomyślna administracja państwowa wyda już dzisiaj wyjątkowe zezwolenie, aby uniknąć niebezpieczeństwa tego, że ten człowiek zostanie stracony, ponieważ Groening dał opinii publicznej już wystarczającą ilość dowodów na swoje uzdrawiające zdolności i fakt ten jest znany w opinii publicznej i przez to też i w urzędach. Należałoby uwierzyć, że w tym przypadku zostanie pominięte biurokratyczne traktowanie postanowień prawnych w interesie wielu, aż za wielu ludzi chorych i szukających pomocy. Tym samym zostałoby udowodnione, że państwo służy dla dobra wspólnoty. Niestety wiemy, że Bruno Groeningowi nie udzielono ani wyjątkowego zezwolenia, ani nie dopuszczono go do egzaminu dla naturopatów. Co chciał zrobić Bruno Groening zrobić po przeżyciu tego całego niezrozumienia go ze strony urzędowej? W notesiku znajdujemy zapiski wyrażające jego wewnętrzne oburzenie: "Kto daje komu prawo, aby mi zabronić uzdrawiania chorych ludzi, którzy ze strony medycyny zostali uznani za nieuleczalnie chorych? Przykład: zbity dzban, czy coś podobnego, góra śmieci. Niezliczona ilość chorych (przykład Traberhof), ludzie w mieszkaniach i w szpitalach czekają pełni nadziei na uzdrowienia. Kto ponosi za to odpowiedzialność? Oskarżam wszystkich tych, którzy zabraniają uzdrawiania chorych, w imieniu wszystkich chorych ludzi! Sprzeczne z zakazami prawo nie może istnieć i nie istnieje obecnie także i w Niemczech, jak również nie istnieje w innych krajach. Ojciec ponosi pełną odpowiedzialność za swoją rodzinę, on musi się też troszczyć o dobro wszystkich członków rodziny, itp.(por. ojciec - państwo!): a) kto tworzy państwo? - ludzie Bruno Groening nie zrezygnował i nigdy nie rezygnował z tego, by szukać drogi, aby udzielać ludziom pomocy i ich uzdrawiać, nie wchodząc w konflikt ze prawem cywilnym. On szukał możliwości i bez przerwy pracował. I tak mógł 9-go czerwca 1953 roku przekazać swoim przyjaciołom m.in.: "Moi Przyjaciele, niezliczone ilości głosów wołających o pomoc dochodzą do mnie codzienne z całego świata. Jest dla mnie niestety niemożliwością dotrzeć do wszystkich. Dlatego należy zorganizować uzdrowiska, w których będę mógł działać w normalnych warunkach . Zaoferowano mi na to dużo pieniędzy, ale musiałem te oferty odrzucić, bo moje dzieło nie znosi ludzi goniących za robieniem interesów. Wolno mi przyjmować pomoc tylko od ludzi, którzy mają czyste serce. Dlatego zdecydowałem się założyć pod moim nazwiskiem spółkę (spółka z ograniczoną możliwością), która zgodnie z moimi założeniami i przy moim współdziałaniu będzie produkowała środki uzdrawiające. W ten sposób można pomóc chorym na całym świecie i osiągnąć środki do zorganizowanie uzdrowisk. Do produkcji tych środków leczniczych mam do dyspozycji laboratorium ze wszystkimi nowoczesnymi środkami pomocniczymi, jak i też sztab pracowników naukowych. Według moich wskazówek zostało już wyprodukowanych szereg środków uzdrawiających, dzięki którym osiągnięto niespotykane do tej pory sukcesy. Oprócz badań przeprowadzonych przez wielu lekarzy na tych wyprodukowanych środkach, zostały one również jak najlepiej ocenione przez klinikę uniwersytecką w Monachium. Bawarskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych udzieliło mi po tym licencji na produkcję tych środków leczniczych. Przemysł farmaceutyczny jest bardzo zainteresowany tymi preparatami. Zagraniczne fabryki chcą przejąć produkcję tych uzdrawiających środków, znane firmy w Niemczech zadeklarowały kupno niektórych recept." Znowu zaczęło się dziać coś cudownego, jak zawsze wtedy, kiedy Bruno Groening robił coś dla swoich szukających pomocy przyjaciół - działy się uzdrowienia. Lekarskie poświadczenia i orzeczenia udowadniały wielką skuteczność działania "L52" i "G52". Także i to przedsięwzięcie Bruno Groeninga nie powiodło się, ponieważ okazało się, że ci ludzie, którzy obiecali mu pomoc, nie byli ludźmi czystego serca i ostatecznie jak się okazało, czynili to tylko dla ich własnych pieniężnych korzyści. I za każdym razem miały miejsce fakty, że tzw. "przyjaciele" dziwili się, gdy Bruno Groening nagle zmienił swoje postępowanie w stosunku do nich i dokładnie wiedział jak ma dalej postępować, z oburzeniem odwracali się od niego i walczyli przeciwko niemu z zastosowaniem w tym celu wszystkich środków finansowych. Te osobliwe wydarzenia wokół Bruno Groeninga było często niezrozumiałe i straszne, nawet dla jego najbliższych przyjaciół. Tylko ten, kto miał bardzo do Bruno Groeninga bardzo mocne zaufanie i przy tym był niezachwiany w wierze, mógł zrozumieć, dlaczego Bruno Groening musiał postępować tak, jak nakazywała mu to jego misja. Pewnego razu powiedział on w którymś wykładzie wszystko, co służy jako wyjaśnienie tej sprawy: "To, czego ludzie do tej pory przy pomocy wszelkich środków próbowali, służyło celowi, aby zarobić pieniądze na małym człowieku z jego wiedzą i umiejętnościami. Uważali, że znaleźli tu kopalnię złota, po części mieli oni możliwości do zarobienia pieniędzy, ale dzięki Bogu nie mają z tego żadnej korzyści. Także i tacy ludzie musieli być, aby pokazać, do czego jest zdolny człowiek, że idzie po trupach i nie pyta, czy choremu będzie udzielona pomoc, czy też nie. Istnieją ludzie, którzy idą po trupach, oni potrafią przejść obojętnie obok leżącego chorego człowieka. Tacy ludzie nigdy o niego nie spytali, próbowali wszystkiego, aby znaleźć się w moim najbliższym otoczeniu. Wiem, że tu, czy tam pojawi się pytanie. "Tak, jeżeli ten człowiek tyle wie, dlaczego tego nie wiedział, a może on nic nie wie?" O tym, czy i w jakim stopniu ja coś wiem, dowiecie się państwo stopniowo. Ale tak musiało być. Ten materiał potrzebny był do konstrukcji tego, aby uzyskać dla wszystkich Państwa wolną drogę! Potrzebuję poszczególnych ludzi tzn., jak Państwo zwykle się wyrażacie: On musiał być marionetką. On wcale nie wiedział, dlaczego tolerowałem go przy mnie. On miał być, ponieważ ja wiedziałem, czego on chce. On nie wyrządził żadnej szkody, żadnej bezpośredniej szkody. Przyszłość pokaże, że ja podziękuję takim ludziom. Dlatego, że będą oni wszyscy wymienieni po nazwisku i uwiecznieni w książce, tak, że nie będą mogli uciec. Do tej pory zostało to napisane w gazecie, która zostanie jednak wyrzucona, książeczka pozostanie i każdy zobaczy, kim oni są." Nie jesteśmy przyzwyczajeni do słuchania tego, co Bruno Groening mówi i jeszcze mniej byliśmy przyzwyczajeni do tego, że człowiek, który z góry wie, że ten i tamten mu zaszkodzi, a mimo to przyciąga go do siebie, stwarza mu możliwości, aby mógł czynić dobro. On nawet wie, że czyny tego człowieka będą przeciwieństwem dobra. A mimo to Bruno Groening postępował tak ciągle. On powiedział do mnie w 1954 roku: "Ja wiem wszystko. Ale jeżeli ja powiem, to jest kłamca, oszust, złodziej, to nie uwierzy mi żaden człowiek. Ja muszę stworzyć tej osobie możliwość do nawrócenia się i potem dać jej wolność, i jeżeli on wtedy dalej kłamie, oszukuje i kradnie, to dopiero wtedy ludzie uwierzą i poznają, kim on jest. I ja nie jestem tchórzem, aby w takim momencie podjąć walkę." Tak, w taki sposób Bruno Groening ukazuje ostatecznie każdego z nas takim, jacy my jesteśmy. I jeżeli chodzi o jego osobę opinie są podzielone, ci którzy są czystego serca, popełniają błędy, ale dają się pouczyć i idą z nim bożą drogą, a ci, którzy nie są czystego serca, którzy nie dają się pouczyć z uwagi na korzyści tego świata, odchodzą. Poprzez Bruno Groeninga dochodzi do podziału poglądów. Przeżyliśmy to w bardzo jaskrawy sposób i dzisiejsi, nowi ludzie, którzy do niego trafiają, przeżywają to samo, że jedni przyjmują wiarę, która poprzez Bruno Groeninga prowadzi nas na drogę do Boga, a drudzy mówią "nie". Przez to jest Bruno Groening dla pewnej części ludzi czymś w rodzaju "czerwonej płachty." My możemy tylko z szacunkiem przypuszczać, jakie znaczenie ma to wszystko dla dalekiej przyszłości, kiedy mówi on o książce, w której każdy jest zapisany i uwieczniony. Każdy człowiek jest i pozostanie odpowiedzialny za swoje czyny popełnione tutaj na ziemi. Bruno Groeninga "byt tutaj", na tej ziemi ma w tym sensie znaczenie, którego nie można przewidzieć. Kto pomógł mu z czystym sercem odbudować jego dzieło, jego boże dzieło na tej ziemi? Co on w tym celu uczynił? Kto stanął przeciwko temu? Dotyczy to zarówno teraźniejszości jak i przyszłości Dzieło Bruno GroeningaBruno Groening zbudował dzieło (wspólnotę), która jest dostępna dla każdego, niezależnie od wyznania, narodowości i koloru skóry. W 1954 r. powiedział on do nas: "Buduję teraz dom ponad całym światem." Jego misją było to, żeby ten dom wyposażyć we wszystko tak wspaniale, że każdy, komu jest dane w tym domu mieszkać mógł się czuć dobrze. Mógł się posługiwać wszystkimi urządzeniami, swobodnie poruszać, uczyć się i żyć według bożych praw. Bruno Groening otworzył każdemu człowiekowi bramę do tego bożego domu. Kto ma wolę opuszczenia drogi cierpienia niech wejdzie do tego domu i idzie bożą drogą do przodu aż dojdzie tam, gdzie odnajdzie dom, który jest jego domem od zawsze. Bruno Groening przekazał swoim przyjaciołom bramę, on dał ją im do ręki. (Brama-łuk ze staniolu). On przekazał swoim przyjaciołom także bramę do wspólnot. Wspólnota jest i pozostanie domem dla ludzi szukających pomocy, dla przyjaciół, dla tych, którzy chcą pracować w dziele Bruno Groeninga. I tak zatroszczono się o to, że to dzieło ma warunki przetrwania na całą przyszłość. Bruno Groening był człowiekiem, który był inny niż my wszyscy. Pewnego razu powiedział on do mnie: "Przyjąłem wszystkich Państwa do mojego serca." W ciągu tych 25 lat my również zaczęliśmy odczuwać małą część z tych spraw, które on potrafił robić, spraw, które z natury rzeczy są dostępne dla każdego. Możemy także i my wziąć do naszego serca kogoś, kogo my bardzo kochamy. My także możemy dużo czynić, jeżeli pozwolimy się prowadzić. My wszyscy przeczuwamy, że rzeczywiście coś tam w nas spoczywa. U Bruno Groeninga te wszystkie możliwości były rozbudzone i całkowicie rozwinięte. I właśnie te możliwości były tym, co nas nie tylko zadziwiało, lecz powodowało także, że czuliśmy się nieskończenie dobrze. Długo nie byliśmy w stanie poznać, że on rzeczywiście traktował to poważnie, kiedy mówił: "Ja jestem niczym, Pan Bóg jest wszystkim. Nie dziękujcie Państwo mnie lecz Panu Bogu. Nie ja to czynię, lecz Pan Bóg." Tak, my wszyscy zaczęliśmy w ciągu tych 25 lat rozpoznawać, że my sami z siebie jesteśmy niczym i nic nie wiemy i nie potrafimy, i że on Bruno Groening jest dla nas wielkim wzorem. Dlatego, ponieważ on przyjął w siebie całkowicie Boga, ponieważ on oddał Mu się całkowicie, ponieważ on tylko jego słuchał, ponieważ on postępował tylko według woli Bożej, ponieważ on wierzył tylko w dobro i nie czynił niczego złego. On powiedział nam też: "Ludzie mówią do mnie mistrzu, tak, kto jest mistrzem? Kto na przykład całkowicie opanuje swoje rzemiosło/zawód, ten jest mistrzem. Istnieje mistrz ślusarski, mistrz krawiecki, mistrz stolarski itp. Życzę Państwu, abyście stali się mistrzami życia!" Człowiek szukający pomocy, przyjaciel Bruno Groeninga, może w jego wspólnocie zdobywać z sukcesem wszystkie stopnie szkoły życia. Bruno Groening postawił ten cel przed nami, przyjaciółmi. Nauczycielem jest Bruno Groening, a nam dane jest być uczniami.
|