

Janina Sodolska-Urbanska
Neurolog i psychiatra, dr Herbert Stiller w swojej książce Nauka bez serca ostro rozprawił się ze współczesną nauką. Twierdzi. że zastąpiła ona w pewnym sensie religię nie dopuszczającdo świadomości błędów myśli ludzkiej. Wskutek tego nie staliśmy się bardziej obiektywni i świadomi. co chętnie sobie wmawiamy. Odbyła się tylko zmiana dekoracji.
Zawodność medycyny – zdaniem autora – objawia się w ten
sposób, że zachowuje się ona dziś tak. Jak kościółw średniowieczu:
skostniała w dogmatach i systematyce – na tych, którzy myślą inaczej,
rzuca klątwę. Panowanie jej kapłanów manifestuje się w żądaniu, aby
każdy lekarz zobowiązał się kroczyć jedyną prawdziwą drogą metody
naukowoeksperymentalnej. Nawet ofiary pozostały te same. Kiedyś
składano je ze zwierząt na ołtarzu bóstwa, a obecnie stanowiąone ofiarę
na stole laboratoryjnym nauki. Tylko ten, kto postępuje zgodnie z
oficjalną metodologią, z jej wymaganiami, otwiera przed sobą zawodowe i
społeczne możliwości zrobienia kariery. Nowa wiedza o decydującym
znaczeniu musi walczyć z wielkim oporem, a wszystko, co nie pasuje do
panującego paradygmatu,jest szybko dyskwalifikowane jako nienaukowe.
Przekonał
się o tym każdy lekarz, który – wiedziony prawdziwym powołaniem starał
się pomagać pacjentom na wszelkie sposoby, nie tylko uznane przez
autorytety akademickie. Medycyna w naszych czasach sprowadziła
cierpienie ze sfery nadzmysłowej do zwykłego wydarzenia natury,
starając się usunąć zakłócenie wnętrza za pomocą środków zewnętrznych i
rezygnując z wpływu duchowego. Wszystkie elementy dawnej sztuki
uzdrawiania otrzymały całkowicie nowy i inaczej zabarwiony sens. Przede
wszystkim ogólny duchowy fenomen choroby rozpadł się na niezliczone
pojedyncze, dokładnie skatalogowane jednostki. W ten sposób jej byt
odseparowano od duchowej osobowości człowieka. Choroba – w takim ujęciu
– nie oznacza, że coś przydarza się całemu człowiekowi, lecz jednemu z
jego organów.
Z duchowego punktu widzenia to ludzie
kreują cierpienie. Tymczasem medycyna w coraz większym stopniu oddziela
cielesny ból od wewnętrznego nastawienia. Tam, gdzie nauki duchowe
nakłaniają do nawrócenia, modlitwy i pokory przed Bogiem, medycyna
serwuje swoim pacjentom zewnętrzne zasady, przepisy diet i medykamenty.
Życie wewnętrzne zostaje oddzielone od cierpienia; stajemy się ofiarą
chorób komórek i organów, uwolnieni od duchowej odpowiedzialności.
Lekarze już od dawna nie traktują siebie jako narzędzi wyższej siły
duchowej. Nie proszą Boga o pomoc ulegając złudzeniu, że sami potrafią
uzdrawiać.
Od końca XIX wieku w gabinetach
lekarskich pojawiały się coraz bardziej skomplikowane urządzenia.
Badania laboratoryjne pozwalały na rozpoznawanie nowych fonn chorób i
przywiązywały świadomość lekarza do stworzonych przez niego pojęć.
Rozwinęła się specyficzna tenninologia i powstały schematy diagnozy,
które mają niewiele wspólnego z indywidualnością pacjenta. Ten proces
we wstrząsający sposób uwidacznia się w dzisiejszych czasach, gdy
lekarze i pielęgniarki zamiast o panu X czy pani Y nieraz rozmawiają
tylko o zapaleniu wyrostka robaczkowego, raku macicy itp. Chory zostaje
zredukowany do organicznie widocznego symptomu.
Rozwiniętaprzez
Hahnemanna homeopatia, uzdrawiający magnetyzm odkryty na nowo przez
Mesmera i wiele innych metod, po początkowym rozkwicie, pomimo ich
skuteczności, pozostały zjawiskami d(Ugoplanowymi. Wiek XX, szczególnie
w czasach powojennych, upłyną! pod znakiem zwycięskiego marszu medycyny
naukowej, która wyrosła na pozbawionych duszy pojęciach
materialistycznej filozofii. Otrzymała ona potężne wparcie ze strony
farmacji, która w ścisłym związku z przemysłem chemicznym stała się
wkrótce jedną z naj silniejszych gałęzi świata uprzemysłowionego.
Cierpienie i ból coraz bardziej przyczyniały się do funkcjonowania
lukratywnego, miliardowego biznesu.
Od
lat na całym świecie trwają gorącz• kowe poszukiwania nowych
farmaceutyków. Proces ten od dawna stracił z oczu swój pierwotny cel na
rzecz coraz bardziej pozbawionego skrupulów myślenia o zysku. Widoczna
sprzeczność między niezliczoną ilością medykamentów a katastrofalną
sytuacją zdrowotną ludności wyraźnie ukazuje orientację dzisiejszego
przemysłu farmaceutycznego.
Już w 1961 roku dr Walter Moreli z
Wydziału Medycznego Uniwersytetu w Comell, którego czasopismo TIME
określało jako jednego z czołowych ekspertów w dziedzinie środków
leczniczych, pisał w Clinical Pharmacology and Therapeulics: Od dawna
istnieje za dużo środków leczniczych. Na rynku pojawia się co roku
około 15 tysięcy nowych mieszanek i tabletek, podczas gdy jednocześnie
12 tysięcy znika. Po prostu nie mamy dla tych wszystkich preparatów
wystarczająco dużo chorób. Obecnie najkorzystniejsze ich działanie
polega na usuwaniu niekorzystnych skutków innych środków. Od 1961 r.
ogólna liczba medykamentów, które corocznie wp'rowadza się na rynek,
wielokrotnie się zwiększyła, natomiast chorób odpowiednio wzrosła. Nie
stoimy zatem przed koniecznością wynajdowania nowych lekarstw, lecz
raczej powinniśmy drastycznie obniżyć ilość obecnie istniejących, co
automatycznie zmniejszyłoby ilość chorób. Większość ludzi nie wie, że
zażywanie małych, cudownych tabletek nie tylko nie może usunąć dys•
funkcj i, ale je pogłębia,serwując nadwerężonemu organIzmOWI nowe
trucizny. Około 30% wszystkich pacjentów przywiezionych do szpitala
doświadcza dalszych szkód zdrowotnych wskutek leczenia, które tam
zastosowano. W Ameryce liczbę ludzi zabijanych przez lekarstwa ocenia
się na około 140 tysięcy rocznie.
Jeśli chodzi o choroby
przewlekle, to według obliczeń statystycznych występują one dzisiaj
pięciu – sześciokrotnie częściej niż przed 50 laty. Ekspansja
dolegliwości serca i układu krążenia pomimo miliardowych nakładów nie
została zahamowana. Gwałtownie rośnie liczba zachorowań na raka. Coraz
młodsze grupy wiekowe zapadają na nowotwory, które na przełomie XIX i
XX wieku stanowiły raczej rzadkie zjawisko. Niemal bez zahamowania
wzrasta ilość alergii, a jedna trzecia ludności cierpi na reumatyzm.
Jednym słowem globalna sytuacja zdrowotna stale się pogarsza, mimo że
jeszcze nigdy do tej pory nie korzystano w tak dużym stopniu z usług
lekarskich.
W roku 1979 Instytut Naukowy AOK (chodzi o niemiecki
odpowiednik Kasy Chorych) stwierdził z rezygnacją, że oczekiwanie
związane z przedłużeniem życia spada proporcjonalnie do zwiększającej
się liczby lekarzy. Dr Hans Halter podsumował ten wniosek w czasopiśmie
Der Spiegel następująco: Obywatele. Którzy mieszkająna terenach,
gdziejest wielu lekarzy i wiele szpitali, szybciej zamieniają się w
pacjentów, są częściej operowani, zażywają więcej lekarsnv ze skutkami
ubocznymi i umierają statystycznie wcześniej. Gdy w związku z analizą
kosztów słyszymy o tym
rozpętanym obłędzie naszego systemu
zdrowotnego, to nie tyle należy klytykować lekarzy, co raczej
jednostronne alopatyczno~chemiczne dawkowanie leków, Iak również
zwalczanie i niewystarczające wspieranie skutecznie działającej bez
efektów ubocznych medycyny naturalnej, zarówno w kraju jak i za granicą•
Do podobnych konkluzji prowadzą rezultaty dociekań badacza
środowiska i biologa prof. Jakoba von Uxkillla, który po 30 latacb
specjalistycznych bada'; doszedł do wniosku, że w krajach rozwiniętych
połowa wszystkich zachorowań spowodowana jest przez interwencje
lekarskie. Podczas 29-dniowego strajku lekarzy w Izraelu w roku 1973
liczba zgonów okazała się najniższa w historii, a liczba pogrzebów
zmalała w tym okresie o prawie 50%. Gdy w 1976 w Bogocie, w Kolumbii
przez 52 dni nagle zabrakło lekarzy, liczba przypadków śmiertelnych
zmalała o 35 %. Podobne zjawisko zostało zaobserwowane w Los Angeles i
w 1978 w Wiełkiej Brytanii.
Wydaje się, że dzisiejsi lekarze
coraz chętniej stają się narzędziem przemysłu farmaceutycznego. a ich
gabinety punktem rozprowadzania różnych leków. Większość praktykujących
medyków już nie wyobraża sobie, jak mogliby wykonywać swój zawód bez
wielkiej liczby coraz to nowych środków syntetycznych. Po bardzo
pobieżnym wykształceniu Farmakologicznym na uniwersytecie, u progu
kariery zawodowej zasypywani są broszurami producentów leków. którzy na
wielkoformatowych fotografiach wykonanych na najlepszym papierze chwalą
swe najnowsze osiągnięcia. Atrakcyjne prezenty i zaproszenia mają na
celu nakłonienie do stosowania preparatów określonej firmy.
Jak
pisze Hans Rüsch w swej książce Die Pharma story. już w 1948r. (!)
imperium finansowe Rockefeller/Morgan wydało ponad 800 milionów dolarów
na manipulacje opinij publicznej w kwestii zdrowia i lekarstw. Za
pomocą róźnorodnych, dodatkowo powołanych do życia tak zwanych
filantropijnych organizacji, w obrębie imperium przemysłowego
Rockefellera pod pretekstem dobroczynności przygotowywano pole do
działania. Chodziło o wykreowanie populacji zależnej od leków,
poczynając od wpływu na dzieci w szkołach. Na dorosłych oddziaływano
poprzez reklamy i środki masowego przekazu, które z kolei były zależne
od dochodów ze wspomnianych reklam. Ciekawe, że J. O. Rockefeller i
jego syn w sprawach własnego zdrowia ufali tylko homeopatom,
manifestując swoją nieufność wobec nowoczesnej medycyny, którą starali
się rozpowszechniać za pomocą milionowych inwestycji.
Sprzyjał
im fakt, że model mechanistyczny jest wygodny i na pierwszy rzut oka
kuszący. Ciało staje się czymś, co można naprawić. Duchowa
odpowiedzialność człowieka zostaje zredukowana; to medycyna decyduje o
zdrowiu. Czarodzicjska formułka udowodnione naukowo trzyma
spoleczeńshvo w magicznym szachu. Wiara we wpajany od dziesięcioleci
model człowieka maszyny, która da się zreperować za pomocą skalpela i
tabletki, stanC!wi dziś podstawę kompleksu medyczno–przemysłowego.
Wykształceni lekarze, mniej lub bardziej dobrowolnie, funkcjonują jako
motor tego systemu i w samych tylko Niemczech gwarantują funkcjonowanie
narodowego funduszu zdrowia 500 milionami wystawionych recept i dwoma
miliardami skierow 311 rocznie. To niewątpliwy sukces kampanii
trwającej już ponad 50 lat!
Przy prezentacji sytuacji
nowoczesnej medycyny nie chodzi o to, aby ją wyłącznie
krytykować;raczej, aby uświadomić dające znać w jej obrębie
nieodpowiedzialne tendencje. Stosowanie antybiotyku do zwalczania np.
zapalenia płuc, które przed wprowadzeniem penicyliny wielu ludzi
przypłaciło życiem, jest jak najbardziej potrzebne, natomiast
zwalczanie każdej infekcji antybiotykami to wyraz braku
odpowiedzialności. Efektem tego światowego nadużycia są coraz mniej
odporni ludzie i coraz bardziej odporne bakterie.
Istnieje
jednak dziedzina, w której medycyna funkcjonuje w sposób doskonały:
pomoc w nagłych przypadkach. Naprawienie szkód, przynoszenie ulgi w
bólu, złożenie np. złamanej nogi, czy zoperowanie zapalenia wyrostka
robaczkowego to rzeczywiste sukcesy medycyny. Jednak nie potrafi ona
leczyć, co przede wszystkim powinna robić. Dzieje się tak z tego
powodu, że w swoich założeniach pomija całość zdrowia. Widzi tylko
zbiór komórek i dlatego funkcjonuje częściowo. Może jedynie zwalczać
objawy i tłumić obraz choroby. Kiedy jednak obserwuje się poszczególne
przypadlci, widać wyraźnie, że ludzie, którzy pozornie zostali
wyleczeni, po krótkim czasie znowu podupadają na zdrowiu i cierpią na
to samo, albo coś innego. Choroba ma bowiem o wiele głębsze podłoże niż
zaburzenie procesów biochemicznych w ciele.
Sprzeczność medycyny
– z jednej strony walczącej z szarlatanami, którzy nie postępują
zgodnie z jej doktryną, a z drugiej powodującej poważne szkody
zdrowotne – jest wprost przerażająca. Ta błędna droga zaprowadziła już
tak daleko, że palącym nakazem dzisiejszych czasów stało się
uświadomienie społeczeństwu prawdziwych związków między zdrowiem a
chorobą. Coraz bardziej krytyczne artykuły w niektórych gazetach i
czasopismach stanowią pierwszy krok we właściwym kierunku. Także wśród
lekarzy pojawia się sporo głosów, które panujący system medyczny
oceniają jako szkodliwy i dostrzegają, że stanowi on główny powód
zwiększającej się liczby zachorowań.
Szczególnie zastraszający rozdział nauk medycznych pisany jest w
ukryciu przed opinią społeczną. W wielu laboratoriach na całym świecie
w służbie nauki w potworny sposób męczy się i zabija zwierzęta.
Wykorzystuje się je nie tylko do testowania nowych lekarstw, lecz
często do przeprowadzania bardzo wątpliwych eksperymentów naukowych.
Stosowne placówki najczęściej wypierają się takich praktyk lub
bagatelizują problem. Jeśli jednak przeanalizuje się wyniki poszukiwań
jednego z najbardziej zaangażowanych przeciwników eksperymentów na
zwierzętach, wspomnianego wcześniej Hansa Rüscha, nie sposób uwierzyć w
zapewnienia lobby. Teksty Rüscha dotyczące dręczenia zwierząt w
laboratoriach pod płaszczykiem celów humanitar~ nych zostały już
przetłumaczone na wiele języków i spotkały się z dużym
zainteresowaniem. Wielokrotnie wytaczane autorowi procesy sądowe przez
establishment medyczny kończyly się dla niego zawsze uniewinnieniem
dzięki niepodważalnym dowodom, jakie zebrał. W swojej książce Fałszerze
nauki w postaci suchych danych Rüsch prezentuje niewysłowione wręcz
okrucieństwa wobec zwierząt.
Bezsensowność doświadczeń z ich
udziałem w trakcie testowania nowych środków leczniczych, jest od dawna
oczywista. Pod znakiem zapytania stoi również konieczność produkowania
nowych lekarstw przy istniejącej już ich powodzi. Poza tym wyniki badań
na zwierzętach nie pozwalają na wyciągnięcie jednoznacznych wniosków
dotyczących działania analogicznych specyfików na organizm ludzki, co
od dziesięcioleci udowadniają liczni specjaliści.
Przypomnijmy
(o czym Nieznany Świat już swego czasu pisał), że thalidomid został
przetestowany na zwierzętach, po czym producent wprowadziłgo do
sprzedażyjako środek całkowicie bezpieczny dla kobiet w ciąży. Tragedia
dużej liczby upośledzonych dzieci, stanowiąca następstwo zażywania tego
leku, ukazała wyraźnie bezsensowność takiego postępowania. Ta sama
historia powtórzyła się na początku lat gO–tych z lekarstwem na poranne
nudności kobiet w ciąży (w USA znanego pod nazwą Benedictin, w Wielkiej
Brytanii Debendox). Mimo zaliczenia wszelkich testów wywołało ono
liczne upośledzenia u niemowląt. Jeszcze inny przypadek wydarzył się
parę lat wcześniej w Stanach Zjednoczonych ze sztucznym estrogenem,
który zachwalano ciężarnym kobietom jako w pełni bezpieczny. Miał onje
chronić przed poronieniami, tymczasem u ich córek w młodym wieku
wywoływał szczególną formę raka pochwy. Rozpoczęto więc od nowa testy
na zwierzętach, jednak na próżno; one nie chorowały. Nie doprowadziło
to do jakiejkolwiek zmiany postępowania,czy choćby cienia refleksji po
stronie eksperymentatorów, czego rezultatem jest nadal zastraszająca
liczba doświadczeń prowadzonych na zwierzętach na całym świecie.
Fizyk
teoretyczny z Uniwersytetu Wiedeńskiego, profesor Pietschmann w swojej
ksiązce Schyłek epoki nauk przyrodniczych pisze z ironią: Model,
którykonstruują nauki przyrodnicze, wydaje się nam poważniejszy,
ważniejszy i realniejszy niż przeżywana rzeczywistośc. Musimy jednak
uzupełnić dzisiaj opis metody nauk przyrodniczych Galileusza dodając,
że wszystko, co można zmierzyc, należy mierzyć, czego nie można
zmierzyc, należy uczynić możliwym do zmierzenia, a wszystkiemu, czego
nie można uczynić możliwym do zmierzenia, zaprzeczyć.
Tragedia
zwierząt poddanych testom "naukowym" trwa nieprzerwanie. Zyski firm
farmakologicznych ciągle rosną osiągając niewyobrażałnerozmiary. Czas z
tym skończyć, a ludzie powinni poznać prawdziwe przyczyny dręczenia
setek tysięcy zwierząt w laboratoriach na całym świecie.
Brytyjska Izba Lekarska już przed wielu laty przyznała, że dzięki
uzdrawianiu na drodze duchowej dochodzilo do przypadków przywrócenia
zdrowia, których nie można wyjaśnić stosując aparat nauk medycznych. W
1959 okolo 200 szpitali otworzyło tam swoje drzwi uzdrowicielom
duchowym. Przywilej ten został im przyznany na takiej samej zasadzie.
jak kapłanom.
W obliczu eksplozji kosztów w służbie zdrowia i
niezdolności medycyny akademickiej do skutecznego leczenia stale
rosnącej liczby chorych niezrozumiały wydaje się fakt, że rządy krajów
uprzemysłowionych w dalszym ciągu inwestują duże sumy pieniędzy w
system konwencjonalny. IO tysięcy zgonów rocznie z powodu stosowania
złych leków i 800 tysięcy lekomanów w samych tylko Niemczech wymaga
przeorientowania dotychczasowej koncepcji medycyny. Takie są zresztą
życzenia części lekarzy. Wielu z nich wykazuje duże zainteresowanie
uzdrowieniami na drodze duchowej, a inni wyrażają chęć dokształcania
się w zakresie metod leczenia naturalnego. Jednak ogromna większość boi
się przekroczyć granicę tabu.
Duza liczba lekarzy idealistów,
których do tego zawodu prLywiodło prawdziwe powołanie, stara się
urzeczywistniać wyższe ideały, również wewnątrz systemu. Często jednak
po pewnym czasie poddają się i podporządkowują strukturze. Lnni, chcąc
skutecznie pomagać chorym, walczą z o swoje racje i najczęściej skazują
się w ten sposób na izolację, odrzuceni przez swoich kolegów.
Doktor
filozofii Alcis Drcizehntcr, były docent uniwersytecki w dziedzinie
nauk starożytnych, po wnikliwym prze• studiowaniu starych metod
uzdrawiania na całym świecie, zrezygnował z działalności naukowej i
otworzył w Berlinie Centrum Uzdrawiania Holistycznego. Twierdzi on, że
medycyna akademicka przekazuje wiedzę fachową natury biologicznej i
chemicznej, którą można z powodzeniem stosować w życiu codziennym i w
leczeniu człowieka. Jednakże reprezentowana przez nią filozofia jest
przestarzała i pochodzi z XIX wieku. Z jej punktu widzenia człowiek
stanowi bardzo skomplikowaną maszynę bez duszy i odpowiednio do tego
założenia jest traktowany. A przecież istota ludzka to coś więcej niż
ciało fizyczne.
Bycie chorym i bycie zdrowym stanowi kwestię
równowagi duchowo–cielesnej, wewnętrznej harmonii, wyrównywania
przeciwieństw. Z tego powodu każde zaburzenie funkcji cielesnych wymaga
zainicjowania procesu oczyszczania i dojrzewania. Choroba jest tylko
jedna, tak jak istnieje tylko jedno zdrowie. Uzdrowienie, czy też
uleczenie jest więc wostatecznym rozrachunku wydarzeniem o głębokim
znaczeniu, które prowadzi do poszerzenia świadomości i tym samym do
większej wrażliwościw życiu. Komu uda się rozwiązać wewnętrzne
sprzeczności i wrócić do spokoju wiecznego bytu, który starzy Chińczycy
nazywali Tao, ten nie będzie chory.
Pierwszy akcent nawrócenia i
odnowy służby zdrowia poprzez uzdrowienia na drodze duchowej w
Niemczech pojawił się w latach 50–tych dzięki działalności Bruno
Groninga. Stwotzył on podstawę, która dzisiaj, dziesiątki lat po jego
śmierci otwiera dostęp do uzdrawiającej energii coraz większej liczbie
ludzi.
Bruno Groning jako pieIWszy musiał stawić czoła masowemu
oporowi kręgów lekarskich. Jego działanie poruszyło opinię publiczną w
powojennych Niemczech. Prasa pod wpływem lekatzy z premedytacją
wprowadzala w błąd czytelników w kwestii skuteczności jego uzdrowień.
Musiał się ciągle bronić przed fałszywymi zarzutami pospolitymi
kłamstwami. W czasopiśmie Miinchner Merkur z 19 września 1949 roku tak
odpowiedział na publiczne ataki na jego osobę: Nigdy nie byłem i nie
będę wrogiem lekarzy. Współpraca z tymi, którzy wykonują swój zawód z
powołania, szukając bez wytchnienia wszystkich możliwości, jakie
mogłyby przynieść uzdrowienie chorym, jest dla mnie bardzo ważna.
Zarówno przyjaciele, jak i przeciwnicy będą mogli wkrótce, niezależnie
od wiary i wątpliwości. wyrobić sobie jasny obraz moich uzdrowień,
którego nie zatrze żadna gazeta. Również wątpiący – ci medycznie
wykształceni – zrozumiej~ w jakim wymiarze wiara w Boga i życie zgodne
z jego przykazaniami jest fundamentem duchowego zdrowia i tym samym
pierwszą przesłanką zdrowia cielesnego.
Istnieją tysiące
notarialnie potwierdzonych relacji o odzyskaniu zdrowia dzięki ludziom,
których los obdarzył niezwykłym darem. Mimo to lekatZe, któtzy
mentalnie żyjąjeszczew minionej epoce. odrzucają je. Cudowne
uzdrowienia Matthiasa Brennera w Luksemburgu, sensacyjne powroty do
zdrowia w Lourdes, fakt, że Leon Alalouf wyleczył między innymi 300
lekarzy, którzy nie uzyskali pomocy od kolegów po fachu, jak również
działalność Bruno Groninga w Niemczech latach 50–tych XX wieku –
wszystko to dla oponentów stanowi jedynie dowód całkiem naturalnych
procesów. Jednak żaden z lekarzy, którzy kwestionują wspomniane fakty,
sam nie odnotował takich naturalnych procesów.
Erika B. doznała w marcu 1983 roku wypadnięciajądra galaretowatego.
Ponieważ nie chciała poddać się operacji, dolegliwości leczono
lekarstwami, masażami i naświetleniami, co przynosiłojedynie niewielką
poprawę. Niestetyjej zdolnościporuszania zostały znacznie ograniczone.
Mogła chodzić tylko bardzo powoli, i to najwyżej 100 metrów. Cąły czas
towatzyszyl jej silny ból. Była zrozpaczona i sądziła, że przez resztę
życia nic się nie zmieni.
W maju 1989 roku z artykułu prasowego dowiedziałasię o Bruno Groningu i wkrÓtce
potem
zaczęła praktykowaćjego naukę. Kilka miesięcy później dolegliwości, na
które cierpiała od sześciu lat, znikły. Dzisiaj znowu może gonić
tramwaj, co wcześniej było nie do pomyślenia.
Gerta Jakobs
upadając z roweru doznala wylewu krwi w lewym podudziu. Wylew nie
znikał. a 6 lat później zamienił się we wrzód, który stale powiększał
się i osiągnął wielkość 5 x 10 cm. Ból trwał latami, a wielka, otwarta
rana mimo starań lekarzy nie chciała się zagoić. Chora zażywała cały
czas silne środki przeciwbólowe, a po 15 latach leczenia pojawiło się w
dodatku uczulenie na maść.
Pewien specjalista za pomocą
zastrzyków próbował wyeliminowaćnajwiększe żylaki. Sądził, że spowoduje
to poprawę, a tymczasem wywołał stan zapalny żył. Kobieta czuła się
bezsilna i zrozpaczona.
Wtedy znajoma opowiedziała jej o Bruno
Groningu i obiecała przyjmować dla niej uzdrawiającą siłę. lato w
niedługim czasie Greta Jakobs przeżyła coś cu• downego. Po wielu latach
przespała całą noc i rano nie odczuwała bólu w nodze. Kiedy zdjęła
opatrunek, zobaczyła, że róża przyranna znikła; nie było widać również
stanu zapalnego. W nocy na wrzodzie utworzyła się różowa cienka skórka;
jedynie w środku pozostała ranka wielkości 3x4 cm, która zagoiła się w
następnych tygodniach. Wydarzyło się to ptZed siedmioma Jaty i
wyleczenie okazało się trwałe.
Prawdziwe uzdrowienie na drodze
duchowej nie ma w sobie nic wspólnego z okultyzmem. Jest czymś
naturalnym, co istnieje dzięki czystej miłości bliźniego i Boga.
Rewolucja w medycynie, odnowa służby zdrowia poprzez siłę ducha w
systemie, który prawie całkowicie zapomniał o człowieku, to
konieczność. Żaden uzdrowiciel nie chce wykluczyć lekatZy; przeciwnie,
wszyscy podkreślaj ą, że pragną wspólpracy.
Warto sobie
uświadomić,że medycyna w dzisiejszym ksztalcie funkcjonuje od niedawna,
podczas gdy duchowe uzdrowienia są praktykowane od tysiącleci.
Najwyższa więc pora, aby fenomen cudownych uzdrowień zostal obiektywnie
wyjaśniony,w sposób wolny od osobistych uprzedzeń, przesadnej retoryki
i indywidualnych zawiści.
Nie żyjemy już w czasach odkrywania
maszyny parowej, lecz na początku nowej ery, o której możemy powiedzieć
tylko tyle, że prawie nic nie wiemy.
Artykuł ten powstał na
podstawie kilku wymienionych w publikacji książek zachodnich autorów, a
zwłaszcza Herberta Stillera, Matlhiasa Kampa, Hansa Haltera, Waltera
Morella, Hansa Rüscha, profesora Pietschmanna, Aloisa Dreizehntera i
innych.
Bildunterschriften:
Samuel Hahnemann
Hans
Rüsch. Czołowy bojownik o prawa zwierząt. założycielorganizacJI
przeciwko wiwisekcJi. lltóra skupia w swoich szeregach yvielu lekarzy
I.D. Rockefeller. król imperium finansowego. który zawsze preferował homeopatię
Fizyk teoretyczny z Uniwersytetu ~ledeńsklego.profesor Herbert Pletschmann
Bruno Gröning