Relacja oparta na doświadczeniach lekarza

Dr med. Mathiassa Kampa

"Wierzę, że uzdrowienie na drodze niematerialnej, w oparciu o metody duchowe, osiągnie w przyszłości niewyobrażalne możliwości. Wierzę, że jego zakres stopniowo rozciągnie się ponad to, co dziś - słusznie, czy też nie - nazywamy zaburzeniami funkcjonalnymi i obejmie wszystko, co organiczne. Widzę już błysk wschodu słońca nowych czasów, w których pewne chirurgiczne zabiegi, np. operacje guzów wewnętrznych, będą uważane jedynie za łatanie i z wielkim przerażeniem będzie się wspominać, że w ogóle kiedyś istniała taka ograniczona wiedza o metodach uzdrawiania. Wtedy tradycyjne środki lecznicze nie będą już miały zastosowania. Daleki jestem od tego, aby nowoczesną medycynę i chirurgię w jakikolwiek sposób traktować pogardliwie, przeciwnie, bardzo je podziwiam. Dano mi jednak wgląd do wielkiej energii, która tkwi w samej osobowości człowieka, i do takich jej źródeł zewnętrznych, których nie mogę inaczej określić jak boże i które w pewnych warunkach przepływają przez istotę ludzką. Energie te mogą wyleczyć nie tylko zaburzenia funkcjonalne, ale także organiczne, które nie są niczym innym, jak tylko zewnętrzną manifestacją zaburzeń duchowych."

Prof. dr. med. Carl Gustav Jung (1875-1961)
(znany szwajcarski psychiatra)

Wprowadzenie

Przy odrobinie szczęścia na wykładach z przedmiotu "Historia medycyny" można usłyszeć nieco o "vis vitalis", czy "sile życiowej". Stała się ona dla nowoczesnej medycyny dzisiejszych czasów reliktem z minionych stuleci. Była jednak myślą przewodnią wielu dziewiętnastowiecznych lekarzy w okresie romantyzmu.

Istnienie owej siły życiowej (energii) opisywano w przekazach historycznych wysoko rozwiniętych starożytnych kultur i w księgach wielkich religii świata, lecz w programie nauczania dzisiejszych lekarzy wiedza o niej została pominięta. Lekarz, którego zadaniem będzie ratowanie i chronienie życia - jak jest to wyrażone pięknymi słowami w przysiędze Hipokratesa - nie ma dostępu do siły życiowej i nie zna jej praw.

"Prawdziwa nauka i prawdziwa religia stanowią jedność" - powiedział kiedyś wielki myśliciel, jednak dzisiejszy lekarz zatracił aspekt kapłański. Jego zadanie ogranicza się do ciała, uzdrowienie duszy przypisuje się kapłanom. Człowieka nie można jednakże rozdzielić na duszę i ciało. Są one głęboko ze sobą zespolone. Wpływ nastawienia duchowego człowieka na stan zdrowia jego ciała staje się coraz bardziej oczywisty dzięki psychosomatyce, oraz dzięki rezultatom nowej specjalizacji medycyny - psychoneuroimmunologii. Pomimo to wielu lekarzy lekceważy te fundamentalne powiązania, dobija swoich pacjentów diagnozami i fatalnymi przepowiedniami co do przebiegu choroby oraz redukuje istotę bytu człowieka do cielesnej maszyny, którą można do pewnego stopnia naprawić. Skutki tego wstąpienia medycyny na drogę pozbawioną Boga, rozwoju w kierunku medycyny materialistycznej, której przedstawiciele bardzo rzadko odwołują się do wyższych poziomów ludzkiego bytu, do tej siły, pod wpływem której dochodzi właśnie do uzdrowienia, są katastrofalne. Pomimo ciągle wzrastających nakładów na służbę zdrowia, które na przykład w1992 roku przekroczyły w Republice Federalnej Niemiec granicę 300 miliardów marek, alarmująco wyglądają statystyki kas chorych. Wzrastająca w ostatnich latach we wszystkich dziedzinach medycyny liczba zachorowań ukazuje dobitnie ślepy zaułek, trwającego przez dziesięciolecia rozwoju, który bardzo oddalił się od życia i jego praw.

Na tle tego rozwoju staje się wręcz zrozumiałe wzrastające zainteresowanie w społeczeństwie niekonwencjonalnymi metodami uzdrawiania. Jednak z uwagi na brak w medycynie konwencjonalnej zdolności wolnego od uprzedzeń podejścia do wartościowych metod uzdrawiania, wykraczających poza wiedzę akademicką - na obrzeżach dziedzin uznanych przez naukę powstaje szara strefa, w której liczni szarlatani lub tak zwane uzdrawiające sekty uprawiają swój niecny, dwulicowy proceder. Każdy, kto przez długie lata cierpiał z powodu bólu albo został uznany przez lekarzy za nieuleczalnie chorego, zatraca zdolność krytycznej analizy i z łatwością ufa ślepo pierwszym lepszym propozycjom uzdrowienia, nawet jeśli są one tajemnicze. Duchowe i materialne tragedie oszukanych ludzi są w mediach przedstawiane często tendencyjnie i w ten sposób poprzez piętnowanie "czarnej owcy", psuje się opinię na temat wszelkiego uzdrawiania niekonwencjonalnego. Niektóre publikacje prasowe posuwają się jeszcze dalej, opisując w detalach pojedyncze, odstraszające przypadki i próbując ukazać fenomen uzdrawiania duchowego jako średniowieczne zabobony nieżyciowych dziwaków. Z drugiej strony niektóre tak zwane cudowne uzdrowienia publikowane są w sposób niepoważny, spektakularny, bez jakiegokolwiek trzeźwego dystansu.

Interesom chorych nie służy jednak żadna z tych dwóch strategii. Realność uzdrowienia duchowego można ocenić tylko poprzez obiektywne, wolne od uprzedzeń sprawdzanie poszczególnych przypadków za pomocą uznanej w medycynie diagnostyki.

Ale co to jest uzdrowienie duchowe? Gdzie leżą szanse, ale również granice tej drogi do zdrowia? Jak można rozróżnić to, co prawdziwe od tego, co fałszywe? Czy można te uzdrowienia medycznie sprawdzić? Czy można tu zaobserwować pewne zasady działania nie znanej do tej pory siły, czy też są to zdarzenia przypadkowe?

Wrażenia osobiste

W wyniku moich zainteresowań tematami duchowymi oraz potrzeb osobistych, już w okresie studiów poznałem rozmaite prądy duchowe Wschodu i Zachodu. Trafiłem między innymi na Koło Przyjaciół Bruno Groeninga. Bruno Groening stał się znany w Niemczech w latach 50-tych z powodu wielkich uzdrowień. Dał on wówczas w młodej jeszcze RFN pierwszy bodziec do przeobrażenia i odrodzenia służby zdrowia poprzez uzdrawianie na drodze duchowej, stworzył poprzez swoją działalność podstawy, które umożliwiły coraz większej rzeszy ludzi dostęp do uzdrowienia duchowego. Nazwisko Groening było mi w tym czasie nieznane lecz moje zainteresowanie tą grupą zachęciło mnie do odwiedzenia spotkania tej wspólnoty.

Nie odczuwałem omawianej tam "Bożej siły" czy "uzdrawiającego prądu", jak nazywał Bruno Groening tę duchową energię. Była ona dla mnie tylko mglistą teorią. Później zacząłem odczuwać coraz bardziej przyjemne mrowienie i pulsowanie, które obejmowało najpierw tylko ręce i nogi, a później całe ciało. Określenie Groeninga "prąd uzdrawiający" było bardzo bliskie temu, co odczuwałem. Rzeczywiście, można to było porównać z delikatnym prądem elektrycznym w ręce, tyle tylko że odczucie to było o wiele przyjemniejsze. Odczuwanie mrowienia, ciepła czy zimna nie daje jeszcze oczywiście pewności, że mamy tu do czynienia z jakąś wyższą duchową siłą. Takie odczucia spotyka się też w treningu autogennym, m.in. w ćwiczeniach relaksujących, a nawet przy zaburzeniach psycho-wegetatywnych.

Każdy doświadczony lekarz natychmiast skojarzy te zjawiska z tym właśnie i w ten sposób wytłumaczy sobie uzdrowienia. Uzna je jedynie za ustąpienie zaburzeń somatycznych (symptomów, które stały się odczuwalne fizycznie w organizmie), zaburzeń psychicznych i histerycznych. Proces uzdrowienia jest wielką radością dla osób, które go doświadczyły, ale zdarza się to również w gabinetach doświadczonych psychoterapeutów oraz lekarzy zdolnych do silnej empatii (współodczuwania).

Po krótkim czasie mogłem się jednak jako lekarz przekonać o zadziwiających uzdrowieniach w Kole Przyjaciół Bruno Groeninga, i o tym, że rzeczywiście musiało tam dziać się coś dotąd mi nieznanego, że działała jakaś szczególna siła, gdyż inaczej wszystko to byłoby niemożliwe.

Bruno Groening - niezwykły człowiek

Jeśli nawet w 90-tych latach podchodzi się jeszcze często do uzdrowienia duchowego z dużą nieufnością, i niezrozumieniem, to można sobie wyobrazić, z jakimi trudnościami musiał się stykać Bruno Groening (1906-1959) w latach pięćdziesiątych.

Urodził się w 1906 roku w Gdańsku i już w dzieciństwie emanowała od niego jakaś szczególna siła, której autentyczność potwierdzało wiele uzdrowień. Wyjątkowość tego młodego cieśli manifestowała się też w późniejszych latach. Koledzy w pracy dziwili się jego bezinteresowności i szczególnym zdolnościom - ciągle dochodziło do uzdrowień. Kiedy chciano wysłać go na wojnę oświadczył, że nie zabije żadnego człowieka - przypłacił to niemal życiem przed sądem wojennym. W Rosji znane jest do dziś imię Bruno - niemieckiego jeńca wojennego, dzięki któremu następowały zadziwiające uzdrowienia współtowarzyszy niewoli oraz rosyjskich strażników. W roku 1949 przybył do Herford (Westfalia), gdzie zaprosił go inżynier Hülsmann. Jego syn Dieter był obłożnie chory na skutek zaawansowanego, postępującego zaniku mięśni (schorzenie dziedziczne objawiające się zanikiem tkanki mięśniowej).

Groening przybył do tego domu i Dieter mógł znów chodzić. Jego ojciec, głęboko wzruszony tym wydarzeniem rozgłosił to i po krótkim czasie przed domem na Wilhelmsplatz 7 stało 5000 ludzi, prosząc o uzdrowienie. Podobne wydarzenie powtórzyło się w sierpniu 1949 roku w Rosenheim koło Monachium, lecz tam liczba chorych sięgała 30 tysięcy. Nastąpiło wiele uzdrowień, niewidomi odzyskiwali wzrok, sparaliżowani wstawali z wózków inwalidzkich.

Poniżej podano kilka przykładów, które zostały spisane przez współpracujących lekarzy pośród tej masy ludzi szukających pomocy:1

  • Józef Fritz z M. był krótkowidzem, nosił okulary, nagle znowu widzi dobrze i wyraźnie.
  • Ludwig Sudig z B. - znikł u niego ciężki lewostronny paraliż, na który cierpiał od 1918 roku na skutek odniesionej rany.
  • Kurt Kunze z A. - na skutek rany odniesionej w 1943 r. miał zesztywniałą rękę w łokciu (ciągle zgięta), od 27 sierpnia 1949 ręka prosta i swobodna.
  • Else Romminger z T. - rdzeniowe porażenie dziecięce (choroba Heinego-Medina) od 1922 roku, obie nogi sparaliżowane, chodzenie możliwe tylko z dużym wysiłkiem z laską - teraz chodzi bez laski.
  • Hans Schonauer z M. - od ok. 11 lat stwardnienie rozsiane, paraliż w lewej nodze aż do biodra, później też w prawej nodze, leczenie u różnych lekarzy bez rezultatu, m.in. w klinice neurologicznej Akademii Medycznej, przypadek uznany za nieuleczalny, teraz chodzi bez laski, lewa noga całkiem zdrowa, prawa jeszcze niezupełnie.
  • Andreas Gruber z W. - od 1945 sparaliżowany na skutek zatoru powstałego po zapaleniu płuc, nie może chodzić - nagle wstaje i chodzi.
  • Willi Horstmann z S. - od lat nie widzi na lewe oko, nagle może rozróżnić jasność i ciemność, w chwilę później widzi całkiem normalnie.

Jednakże za każdym razem miejscowa biurokracja medyczna wystawiała zakaz uzdrawiania, ponieważ Bruno Groening nie miał na nie urzędowego zezwolenia. Ten zakaz prześladował go do końca życia. W naukowym sprawozdaniu z działalności Groeninga, przeprowadzonym na Akademii Medycznej w Heidelbergu pod nadzorem znanego neurologa prof. Weizsäckera potwierdzono, że uzdrowienia rzeczywiście mają miejsce. Na oczach naukowców znikały nieuleczalne medycznie choroby i nie dawało się tego w żaden sposób wyjaśnić. Do współpracy jednak nie doszło. Bruno Groening szukał nieustannie różnych dróg, by wbrew wszystkim przeszkodom, które wypływały przeważnie z zazdrości i braku zrozumienia, pomagać ludziom. Wreszcie w połowie lat 50-tych doszło do założenia w różnych miejscowościach wspólnot, w których spotykali się ludzie szukający pomocy, aby wysłuchać wykładu zaproszonego przez nich Bruno Groeninga. Jednak nie zaznał on spokoju, próbowano go odsunąć przy pomocy wszystkich możliwych środków, wytoczono mu proces z powodu uzdrawiania bez zezwolenia i robiono wszystko, by utrudnić jego działalność. Wyrok nie został nigdy wydany, Groening zmarł w Paryżu 26.01.1959 roku po długoletniej walce o uznanie uzdrowienia na drodze duchowej.

Koło Przyjaciół Bruno Groeninga

W 1950 roku pani Grete Häusler (1922 - 2007) przeżyła w czasie wykładu Bruna Groeninga w Monachium spontaniczne uzdrowienie ze stale nawracającego niedocukrzenia krwi (odwrotność cukrzycy), z chronicznego, ropnego zaplenia zatok czołowych oraz z ciężkiego uszkodzenia wątroby po przebytej żółtaczce. Była również świadkiem uzdrowień u ludzi, którym tylko opowiadała o Bruno Groeningu i o swoim uzdrowieniu. Także po śmierci Groeninga nadal odczuwała uzdrawiający prąd. Gdy po przyjęciu uzdrawiającego prądu wyzdrowiała jej sprzątaczka, która była niewidoma na lewe oko z powodu zatoru (embolia), stało się dla niej jasne, że uzdrowienia następują nadal. Za swój obowiązek uznała przekazywać dalej tę wiedzę o przyjmowaniu prądu uzdrawiającego i założyła od tego czasu na całym świecie setki wspólnot, które są prowadzone zgonie z ideą Bruno Groeninga. Koło Przyjaciół Bruno Groeninga, które powołała do życia, zalicza się aktualnie do największych na świecie stowarzyszeń na rzecz uzdrawiania duchowego. Prawie we wszystkich państwach Europy, w wielu państwach byłego Związku Radzieckiego (po daleką Syberię), w USA, Afryce, Australii, Chinach, Japonii - wszędzie znajdują się wspólnoty. Zgodnie z intencją Bruno Groeninga Koło utrzymuje się tylko z dobrowolnych składek, wszyscy pomocnicy pracują dobrowolnie i bezpłatnie z wdzięczności za przeżyte pomoce i uzdrowienia. W sposób godny naśladowania szanuje się tam wolność człowieka, ponieważ nie istnieje żaden przymus przynależności, żadne uzależnienia prawne, religijne czy narodowościowe. Niepotrzebny jest żaden uzdrowiciel, nie ma żadnych zabiegów leczniczych, osoba poszukująca pomocy sama może bezpłatnie osiągnąć uzdrowienie, poprzez świadome przyjmowanie uzdrawiającej siły w oparciu o naukę Bruno Groeninga. Przy czym przyjmowanie tej siły nie wyklucza prowadzenia równolegle terapii medycznej.

Uzdrowienie na drodze duchowej - udowadniane za pomocą pomiarowej aparatury medycznej

Pierwsze uzdrowienie, z którym się zetknąłem, mam do dziś w pamięci. Hans R. (70) cierpiał od lat na bóle serca, które czasami promieniowały do lewego ramienia, szczególnie po wysiłku fizycznym. Ciągle nosił przy sobie buteleczkę leku na serce Nitrolingual. Gdy miał bóle, zażywał go kilka razy dziennie, po czym dolegliwości ustępowały. Dodatkowo zażywał jeszcze kilka innych leków na serce. Diagnoza lekarska brzmiała: choroba wieńcowa serca, co potwierdzał niezbicie zapis EKG wykonany w czasie próby wysiłkowej. W orzeczeniu lekarskim badającego go internisty czytamy:

"Reasumując: dolegliwości, na które skarży się pacjent, są z pewnością spowodowane niewydolnością układu wieńcowego w chorobie wieńcowej serca (tzn. zaburzeniami w przepływie krwi w naczyniach krwionośnych serca - przyp. wydawcy). Zmiany elektrokardiograficzne (EKG) są typowe".2

Hans R. w swojej relacji o uzdrowieniu pisze między innymi:

"Te bóle pojawiały się szczególnie w czasie wysiłku i podczas zdenerwowania. Gdy ból był szczególnie intensywny, promieniował aż do lewego ramienia. W ostatnich latach, zanim jeszcze zetknąłem się z nauką Bruno Groeninga, nie potrafiłem pokonać nawet pół piętra bez zrobienia przystanku, musiałem w międzyczasie stawać, ponieważ brakowało mi powietrza i bolało mnie serce".3

Dodatkowo męczyły go od 25 lat bóle głowy, które, według diagnozy lekarskiej, występowały na skutek zmian zwyrodnieniowych kręgów szyjnych. Kiedy bóle były szczególnie silne, zażywał czasami aż do dziesięciu tabletek środka przeciwbólowego Prontopyrin, co przynosiło mu ulgę tylko na krótki czas. Powtarzające się wciąż od dziesiątek lat ropne zapalenia zatok czołowych, które trzeba było co dwa lata płukać, powodowały znacznie większe nasilenie bólów głowy.

Na początku lat 70-tych wystąpiły u niego bóle pleców (diagnoza lekarska: chroniczny ból w okolicy lędźwiowej). W swojej relacji o uzdrowieniu Hans R. napisał:

"Bóle rozprzestrzeniały się z okolicy krzyża i często promieniowały do prawej nogi. Miałem stale nieprzyjemne, bolesne uczucie w plecach. Bóle nasilały się kiedy poruszałem się - szczególnie gdy się schylałem, nosiłem coś ciężkiego lub gdy dłużej chodziłem. Gdy wystąpiły silne bóle, musiałem wstrzymywać każdy ruch, kładłem obie dłonie na krzyż, aż ból po jakimś czasie łagodniał. Brałem wiele środków przeciwbólowych, między innymi tak silne leki jak Felden 20 lub Butazolidin. Te leki oraz borowina z Battaglio (Włochy), masaże i naświetlania przynosiły mi ulgę, lecz po krótkim czasie bóle wracały z tą samą intensywnością. Lekarze stwierdzili uszkodzenie dysku w części lędźwiowej kręgosłupa i zmiany zwyrodnieniowe w tym obszarze. W związku z tym półtora roku przed moją emeryturą zostałem uznany za niezdolnego do pracy. O wyzdrowieniu nie było mowy. Mój ortopeda powiedział mi już przed laty: "musi pan z tym żyć."4

Poza tym, na skutek zmiażdżenia podczas wojny klatki piersiowej z pęknięciem płuca, Hans R. cierpiał od 1942 roku na bóle w płucach. Przy tych opisanych powyżej chorobach nie dziwi fakt, że rozwinęło się chroniczne zapalenie błony śluzowej żołądka, które na przestrzeni dziesięcioleci dawało znać o sobie raz lub dwa razy w roku w formie intensywnych bólów żołądka, co zmuszało go do stosowania diety. Biorąc to wszystko pod uwagę stają się zrozumiałe zaburzenia snu, które dawały się we znaki od roku 1946 i doprowadziły do tego, że często budził się w nocy i godzinami nie mógł zmrużyć oka.

W gabinetach lekarskich spotyka się często pacjentów w tym wieku z podobnym zbiorem najróżniejszych, nieuleczalnych chorób. Przeważnie są to chroniczne, wyniszczające choroby, z którymi pacjent zazwyczaj musi się pogodzić. Dlatego tym bardziej byłem zdziwiony, gdy dowiedziałem się, że Hans R. wyzdrowiał po wprowadzeniu w naukę Bruno Groeninga, a więc po przyjmowaniu siły uzdrawiającej. Już po krótkim czasie był on, jak mi sam relacjonował, uwolniony z długoletnich bólów serca, nie potrzebował już więcej Nitrolingualu i innych tabletek na serce. Mógł bez robienia odpoczynku pokonywać kilka pięter, co przez lata było nie do pomyślenia. Zaczął wypuszczać się nawet na dalekie wędrówki po Schwarzwaldzie i Austrii, nie odczuwając przy tym żadnych dolegliwości. Pomimo swojego wieku mógł znowu tańczyć, co było jego głębokim pragnieniem. Od czasu przyjmowania uzdrawiającego prądu znikły również bóle głowy i chroniczne, ropne zapalenie zatok czołowych.

W odniesieniu do uzdrowienia z bólu kręgosłupa Hans R. w swojej relacji wypowiedział się następująco:

"Kręgosłup mnie nie boli. Mogę znów pracować w ogrodzie, mogę schylać się bez odczuwania bólu. Nie mam już żadnych kłopotów ze wstaniem z łóżka lub krzesła. Nie potrzebuję już masaży, borowiny z Battaglio, naświetlań i zastrzyków przeciwbólowych."5

Ustąpiły także bóle w płucach oraz nie pojawiły się już więcej dolegliwości ze strony żołądka. Może teraz wszystko jeść i - jak sam pisze - musi uważać, żeby za bardzo nie przytyć. Ponieważ wszystkie bóle i lęki ustąpiły, może znowu, jak mi powiedział, "spać jak suseł".

Uzdrowienie to dla mnie jako przyszłego lekarza - byłem wtedy po pierwszym egzaminie państwowym - było nie do pojęcia. Zobaczyłem całą niemoc medycyny konwencjonalnej. Postanowiłem sprawdzić ten przypadek i poprosiłem lekarzy o ponowne badania. Nowe EKG (wykonywane podczas próby wysiłkowej) potwierdziło osobistą obserwację Hansa R., że jest znowu zdolny do wysiłku fizycznego. Przy obciążeniu 125 Wat nie znaleziono - jak opisuje w swoim sprawozdaniu lekarz, który robił to badanie - "żadnych zmian wskazujących na zaburzenia repolaryzacji w odniesieniu do wieńcowej choroby serca".6

Dzięki temu pierwszemu poznanemu przeze mnie uzdrowieniu na drodze duchowej z dolegliwości organicznych, które zostało udowodnione medycznie, zacząłem sobie dopiero tak naprawdę uświadamiać znaczenie tego, co działo się w Kole Przyjaciół Bruno Groeninga. Tutaj bez wątpienia zachodziło coś, co daleko wykraczało poza oddziaływanie na zaburzenia psychiczne lub psychosomatyczne. Będąc pod wrażeniem tego uzdrowienia, zacząłem zajmować się jeszcze intensywniej uzdrowieniami, które miały miejsce w Kole Przyjaciół i wraz z innym lekarzem zacząłem spisywać je pod kątem medycznym. W trakcie spisywania różnych przebiegów uzdrowień, również i z ciężkich chorób organicznych, stawało się coraz bardziej oczywiste, że owe uzdrowienia nie są efektem "ślepego przypadku". Co więcej, okazało się, że przebieg uzdrowień opiera się na prawidłowościach działania jakiejś aktywnej energii, na które zwracał uwagę już Bruno Groening za czasów swojego życia.

Siła życiowa - wielka nieznajoma nowoczesnej medycyny

Krótko po urodzeniu u Rajmunda S. wystąpiły jasne, cuchnące stolce oraz obrzęki ciała. Badania lekarskie wykazywały wyraźnie obniżony poziom białka we krwi (2,6; podczas gdy norma wynosi 5,6 - 7,4 g/dl.).7 Po skierowaniu do szpitala, na podstawie pobrania tkanki z jelita cienkiego stwierdzono: "jelitowe rozszerzenia naczyń chłonnych" - wrodzone zmiany w systemie naczyń chłonnych jelita cienkiego.8 Z tego powodu dochodziło u dziecka do utraty białka, które pięćdziesięciokrotnie przekraczało dopuszczalną normę.9 Dzięki wlewom dożylnym białka oraz specjalnej diecie, która powinna być stosowana przez całe życie, można było opanować objawy choroby.

Matka dziecka rozmawiała z pewną znajomą o ciężkiej chorobie syna. Ta okazała współczucie i bez wiedzy matki i dziecka przyjmowała według nauki Bruno Groeninga - uzdrawiający prąd dla dziecka. Dzięki regularnym kontrolnym badaniom laboratoryjnym w Akademii Medycznej w G. możliwe jest dokładne przeanalizowanie do 1987r. przebiegu tego uzdrowienia.10 Okres obserwacji kontrolnej po uzdrowieniu wynosi tu 11 lat. Chłopiec jest nadal zdrowy, do dzisiaj nie stosuje żadnej diety.

Po wylewie krwi do mózgu w roku 1976 u pani K. (lat 64) pozostał paraliż lewej strony ciała. Wszelkie terapie, zabiegi nie przyniosły żadnej istotnej poprawy.•11 Zaopatrzona w szynę na nodze i o kulach - była najczęściej zmuszona do przebywania w domu. Pogłębiająca się depresja, wywołana beznadziejnością sytuacji osobistej, zaostrzyła się szczególnie w roku 1989, przeobrażając się w konkretny zamiar popełnienia samobójstwa. W przypadku tego uzdrowienia duże znaczenie ma bardzo wierne i obiektywne opublikowanie go w prasie. W dniu planowanego samobójstwa, w październiku 1989 r., pani K. natrafiła w gazecie na artykuł o uzdrawianiu duchowym według nauki Bruno Groeninga. Jedynie z powodu tego artykułu nie odebrała sobie życia. Zaczęła szukać kontaktu z Kołem Przyjaciół. W krótki czas potem pewna osoba, która mieszkała w sąsiedztwie, opowiedziała jej, że przyjmując uzdrawiającą siłę zgodnie z nauką Bruno Groeninga, została uzdrowiona. Od tego czasu pani K. zaczęła również przyjmować tę siłę. Nie było żadnych zabiegów, nie zostały przepisane żadne specjalne leki - otwierała się jedynie w domu na przepływ uzdrawiającej energii. W niecałe dwa tygodnie później była w stanie odstawić kule i zdjąć szynę i od tego czasu już ich nie potrzebuje. Dwaj niezależni neurolodzy w specjalistycznych orzeczeniach lekarskich potwierdzili ustąpienie tego ciężkiego paraliżu.12,13

Pan S. (lat 41) został zatrudniony w roku 1986 do prac porządkowych w Czarnobylu po wybuchu reaktora atomowego. Po jakimś czasie pojawiły się u niego ciężkie objawy choroby popromiennej. Wystąpiły bóle w rękach i nogach, coraz bardziej tracił siły, tak że nie był w stanie podołać nawet lekkim pracom. Doszło do tego narastające osłabienie koncentracji i pamięci, aż do prawie całkowitego zaniku pamięci krótkotrwałej.

Nie był w stanie zapamiętać żadnych nazwisk, nazw ulic itd. Nie potrafił zapamiętać nawet tych zdarzeń, które dopiero co miały miejsce. Czytanie przychodziło mu z bardzo wielkim trudem. Aby przeczytać albo zrozumieć jedną stronę książki potrzebował około 2 tygodni. Do tego regularnie pojawiały się stany utraty przytomności. Pomimo różnych terapii lekarskich i wizyt u uzdrowicieli (np. Kaszpirowski) poprawa nie następowała. W orzeczeniu lekarskim z roku 1992 czytamy:

"Dystonia wegetatywna i naczyniowa. Organiczne uszkodzenie mózgu z zakłóceniami astenicznymi i zaburzeniami pamięci. Chroniczne zapalenie żołądka i dwunastnicy. - Choroby powstałe na skutek wykonywania pracy przy usuwaniu skutków awarii reaktora atomowego w Czarnobylu".14

W 1993 r. był już obłożnie chory. Piętnastu jego byłych kolegów, którzy wspólnie z nim pracowali wtedy w Czarnobylu, już zmarło. W listopadzie 1993 r. dowiedział się o nauce Bruno Groeninga. Po tym jak przeżył uzdrowienie swojej żony, zaczął się również nastawiać na uzdrawiający prąd. Od kwietnia 1994 roku jego stan zdrowia zaczął się poprawiać, a od połowy 1994 r. ustąpiły wszystkie dolegliwości. Do dnia dzisiejszego nie występują jakiekolwiek utraty przytomności, odzyskał znów zdolność koncentracji i pamięć. Nie odczuwa uciążliwego zmęczenia i braku sił oraz może znów pracować w swoim zawodzie.

Gdy rozmawia się z innymi lekarzami o zjawisku uzdrawiania na drodze duchowej, to często pierwszą ich reakcją jest zastrzeżenie, że to wszystko można wytłumaczyć opierając się na osiągnięciach psychologii. Duchowe uzdrawianie miałoby być bardzo łatwo wytłumaczalne jako efekt kombinacji sugestii i autosugestii, a owe domniemane uzdrowienia mogłyby wystąpić tylko przy chorobach o podłożu psychicznym lub psychogennym. Uzdrowienia w przypadku klasycznych chorób organicznych są wręcz wykluczane, a istnienie owej uzdrawiającej siły jest negowane.

Biorąc jednak pod uwagę przytoczone tutaj skrupulatnie udokumentowane pod względem medycznym uzdrowienia, uzdrawianie duchowe jawi się w zupełnie innym świetle. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z dolegliwością wrodzoną, organiczną. Ani matka, ani jej dziecko nie wiedzieli o wpływie duchowym osób trzecich. Z całą pewnością możemy wykluczyć tutaj jakąkolwiek sugestię, a jednak, jak udowodniono, nastąpiło uzdrowienie, które utrzymuje się do dnia dzisiejszego, tzn. już ponad 11 lat. Aby móc wytłumaczyć ten przypadek, który nie jest odosobniony, trzeba przyjąć, że istnieje jakaś uzdrawiająca siła, która może być przekazywana od jednego człowieka do drugiego pomimo dzielącej ich przestrzeni.

W drugim przypadku chodzi o uszkodzenie mózgu wywołane wylewem krwi. Jak wiadomo komórki nerwowe nie potrafią się regenerować, a więc w tym przypadku chodzi o uszkodzenie nieodwracalne. Mając to na uwadze, tym bardziej zdumiewające jest opisywane ustąpienie w ciągu 10 dni paraliżu, który utrzymywał się przez ponad 13 lat. Szczególnie głębokie wrażenie wywiera także uzdrowienie z ciężkiej choroby popromiennej, powstałej na skutek przebywania na terenie elektrowni atomowej w Czarnobylu po jej katastrofie.

Nie da się wyjaśnić tych uzdrowień za pomocą dzisiejszej wiedzy medycznej. Trzeba przyjąć, że człowiek jest czymś więcej niż makroskopowo i mikroskopowo widzialnym ciałem. Trzeba tu przyjąć istnienie wyższych poziomów, na które jest w stanie oddziaływać nieznana dotąd energia.

Już starożytni chińscy lekarze mówili o życiodajnej energii (Chi), która zasila ciało człowieka. Ta życiodajna siła, nazywana też siłą witalną, płynie w ciele ściśle określonymi kanałami, tzw. meridianami, docierając do poszczególnych organów. Choroba powstaje, według chińskich lekarzy, w wyniku zakłóceń w przepływie tej energii. O takiej energii wspomina się również w indyjskiej filozofii. Hinduscy mędrcy wiedzieli o istnieniu praświatła (prany), które człowiek może w siebie przyjmować. Prana stanowiła dla nich życiodajną energię zasilającą człowieka. Wielki lekarz początku czasów nowożytnych, Paracelsus, był zdania, że w przypadku siły życiowej chodzi o niewidzialną, duchową zasadę uporządkowania, której pełne sensu odbudowujące działanie wywodzi się z inteligentnego źródła (Boga).

Bruno Groening w jednym ze swoich wykładów mówił o tym, jak błędne jest wyobrażenie wielu ludzi, którzy sądzą, że mogą utrzymywać swoje ciało jedynie dzięki jedzeniu i piciu. Przytoczył przykład sparaliżowanego człowieka, który wprawdzie może jeść z dużym apetytem i także w dostatecznej ilości pije, ale jednak pomimo wystarczającego przyjmowania pokarmu nie jest w stanie osiągnąć tego, aby znowu poruszały się sparaliżowane członki jego ciała:

"Tutaj znajduje się dla was dowód na to - dla mnie było to zawsze oczywiste, ale nie dla was - że jedzenie i picie nie wnosi siły do jego nóg, nie wprowadza tam życia, tu potrzebne jest coś innego, tu trzeba wprowadzić energię.... Tu musi wejść życie! A ludzie się przed tym zamykają.15"

Podstawowe prawidłowości w działaniu uzdrawiającego prądu

"Ja jestem nikim, Pan Bóg jest wszystkim."

"Największym lekarzem wszystkich ludzi jest i pozostanie nasz Pan Bóg."

"Ufaj i wierz, Boża siła pomaga i uzdrawia."16

W tych trzech cytatach Bruno Groeninga zawarta jest cała istota duchowego uzdrawiania. Bóg sam jest życiem. On wysyła swoją siłę, życiodajną energię, która powołała wszystko do życia i je utrzymuje, człowiek musi się nauczyć świadomie ją znowu w siebie przyjmować. Człowiek jest czymś więcej niż materialnym ciałem, jest duchem, ma duszę i żyje teraz w tym jednym ciele, z zadaniem utrzymania go w zdrowiu. Do zdrowego życia potrzebuje on nie tylko materialnego pokarmu, lecz także duchowej siły. Tę siłę nazywał Bruno Groening, jak już wspomniano, "Bożą siłą" lub też "uzdrawiającym prądem". To właśnie ona jest tym, co pomaga i uzdrawia, nigdy człowiek. Człowiek może być tylko pośrednikiem. Dlatego Bruno Groening nigdy nie określał siebie jako uzdrowiciela, lecz jako pośrednika.

Wyraźnie odgraniczał przy tym swoje działanie od zwykłego leczenia. Bronił się przed tym, aby nie traktowano mylnie jego działalności jako leczenia chorób i zabraniał osobom szukającym pomocy wspominać przy nim, choćby nawet jednym słowem, o swoich chorobach. Chciał jedynie pouczać swoich słuchaczy oraz pomóc im ponownie odnaleźć łączność z uzdrawiającą siłą, aby sami mogli przeżyć uzdrowienie dzięki tej wyższej duchowej pomocy. Dlatego odrzucał kierowane do niego podziękowania:

"Nie dziękujcie mnie, lecz Panu Bogu, On tego dokonał."17

Nigdy nie dawał obietnic uzdrowienia, nigdy nie zabraniał pójścia do lekarza, wręcz przeciwnie, wzywał do tego, aby mieć do niego zaufanie. Stale prosił o to, aby dać się ponownie zbadać przez lekarza. Szorstko odrzucał zawsze zapłatę, gdyż uzdrowienie jest podarunkiem Bożym, którego człowiek nigdy nie może żądać, a przede wszystkim kupić:

"Nie żądać uzdrowienia, lecz je osiągać."18

Ukazuje się tutaj kolejne podstawowe prawo duchowego uzdrawiania. Wewnętrzne nastawienie pełne prośby, pokory i wiary stwarza warunki dla nastąpienia uzdrowienia, natomiast jakiekolwiek żądanie odcina to niewidzialne połączenie z wyższą siłą.

Pewna 35-letnia matka pięciorga dzieci zachorowała na reumatyzm o "ciężkim przebiegu klinicznym"19 - jak brzmi orzeczenie leczącego lekarza internisty. Bóle w stawach, obrzęki, guzki reumatoidalne, rozpoczynająca się deformacja stawów palców rąk, pomimo terapii przeciwreumatycznej, prowadziły do coraz większej niedyspozycji. Teściowa i mąż musieli przejmować coraz więcej obowiązków w gospodarstwie domowym. Po zapoznaniu się z nauką Bruno Groeninga - w wyniku regularnego przyjmowania uzdrawiającej siły - doszło najpierw do wzmożonego wystąpienia bólów i obrzęków zapalnych w zajętych chorobą stawach. Ten początkowy stan pogorszenia cofnął się jednak wkrótce i od tego czasu nie wystąpiły już żadne dolegliwości. Imponujący jest czas obserwacji kontrolnej po uzdrowieniu - upłynęło już prawie 6 lat bez jakiegokolwiek nawrotu. Z lekarskiego punktu widzenia duże znaczenie ma także fakt, że uzdrowienie to jest nie tylko widoczne fizycznie, lecz udokumentowane kontrolnymi badaniami laboratoryjnymi. (CRP, czynnik reumatoidalny OB). 20

Ferdynand D. cierpiał od 16 roku życia na bardzo ciężkie bóle żołądka spowodowane zapaleniem błony śluzowej ze stale nawracającymi wrzodami żołądka i dwunastnicy.•21 W tym przypadku widoczne jest obciążenie dziedziczne: jego ojciec, dwaj bracia i wszyscy wujkowie cierpieli na tę samą ciężką chorobę. Jeden z tego powodu zmarł, innemu usunięto operacyjnie 2/3 żołądka, a dwaj pozostali mieli już za sobą perforację żołądka. W 1988 roku, po 28 latach chronicznych bólów, trafił do Koła Przyjaciół Bruno Groeninga. Podczas przyjmowania uzdrawiającego prądu zaobserwował, ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, że bóle uległy zmianie. Wprawdzie utrzymywały się one nadal, były jednak silniejsze i ustępowały, podczas gdy wcześniej były to zawsze bóle stałe. W jakiś czas potem obudził się rano ze szczególnie silnymi bólami. Po pewnym czasie poczuł intensywne mrowienie, które przepływało przez jego ciało i było odczuwane jako cudowne, przyjemne uczucie. Miał wrażenie, jak gdyby stał pod prysznicem. Potem wszystkie bóle ustąpiły i do dzisiejszego dnia, a minęło już osiem lat, nie pojawiły się już więcej.

Uzdrowieni relacjonują, że przyjmowaniu uzdrawiającego prądu towarzyszy często przejściowe pogorszenie lub zmiana w ich dolegliwościach, wystąpienie bólów lub gwałtownych reakcji takich jak: wymioty, biegunka, gorączka itp., po których najczęściej - po krótszym lub dłuższym okresie - następuje uzdrowienie. Bruno Groening nazywał te reakcje, które wywołane są napływem uzdrawiającej siły, "regulacjami". Można w nich rozpoznać także zewnętrzne oznaki procesu przestawienia się lub "nowego uporządkowania" zakłóconych funkcji fizycznych i duchowych.

Groening:

"Bóle regulacyjne muszą być. Niektórzy ludzie często obawiają się, gdy pojawi się ból regulacyjny, że nastąpił nawrót choroby.... Niektórzy wykorzystywali to z kolei w złym celu i mówili: Zamiast uzdrawiać, czyni ludzi chorymi.... Dlatego zwracam waszą uwagę na to, że jeżeli pojawią się bóle regulacyjne, to należy je przetrzymać. Nie wydarzy się nic złego, lecz jedynie to, że człowiek wyzdrowieje."22

Wystąpienie tego typu reakcji jest dobrym znakiem - wbrew opiniom większości ludzi, którzy są przyzwyczajeni do tłumaczenia tego typu zmian w organizmie jako objawów pogorszenia. Oznacza to, że dana osoba reaguje na uzdrawiającą siłę, że rozpoczął się w jej organizmie proces oczyszczania. Pojawienie się regulacji nie jest jednak koniecznością, niektóre uzdrowienia nastąpiły bez jakichkolwiek objawów regulacji lub też nie doszło do tak wyraźnej zmiany w objawach poprzednich dolegliwości. Niektórzy uzdrowiciele tak samo donosili mi - niezależnie od nauki Bruno Groeninga - o podobnych zjawiskach, a w homeopatii także znane jest zjawisko "pierwotnego pogorszenia", które często poprzedza uzdrowienie.

Z lekarskiego punktu widzenia szczególnie interesujące jest właśnie zjawisko regulacji. Uwidacznia się w nim pewna dostrzegalna prawidłowość w działaniu uzdrawiającej siły, co skłania do dalszego zbadania tego zjawiska. Tego typu reakcje, występujące w wyniku przyjmowania uzdrawiającego prądu pojawiają się często z zadziwiającą precyzją dokładnie w tym organie, w którym istniało zaburzenie.

Anna K., której relację o uzdrowieniu z lewostronnego paraliżu po wylewie krwi do mózgu opisałem na wcześniejszych stronach, powiedziała mi po uzdrowieniu, że po przyjęciu uzdrawiającego prądu występował u niej prawostronny ból głowy. W krótki czas potem nastąpiło uzdrowienie. Kobieta ta jest kompletnym laikiem w sprawach medycyny, i nie wie, że motoryczne drogi nerwowe wychodzące z mózgu krzyżują się w okolicy potylicznej w tak zwanym skrzyżowaniu piramid. Dlatego uszkodzenia będącego przyczyną lewostronnego paraliżu należy szukać w prawej półkuli mózgu. Grete Häusler (patrz wyżej) opowiadała mi o nagle występujących, silnych bólach w okolicy wątroby i trzustki. Reakcje te również dokładnie odpowiadają anatomicznie jej wcześniejszym dolegliwościom (przewlekłe ropne zapalenie zatok czołowych, uszkodzenie wątroby, stale nawracające niedocukrzenie krwi).

Podobnie było w przypadku uzdrowienia pana S. z Rosji. Przypomina on sobie, że w czasie przyjmowania uzdrawiającego prądu odczuwał zawsze bardzo silny ucisk w głowie. Po uzdrowieniu takie reakcje nie wystąpiły już nigdy podczas przyjmowania uzdrawiającej energii. Reakcje procesu zdrowienia można również wyraźnie zaobserwować w opisanych powyżej uzdrowieniach z przewlekłego zapalenia wielostawowego (gościec) oraz z przewlekłej choroby wrzodowej żołądka i dwunastnicy.

Nie ma tutaj miejsca na wyczerpującą analizę zachodzących powiązań, jednak - jak sądzę i bez tego - można wyraźnie dopatrzyć się uniwersalnych prawidłowości, których przestrzeganie ze strony medycyny mogłoby oszczędzić wielu ludziom długotrwałych cierpień i przedwczesnej śmierci.

Podsumowując należałoby jeszcze powiedzieć:

Na podstawie przytoczonych faktów trzeba przyjąć istnienie pewnej wyższej siły. Siła ta może w widoczny sposób pobudzać w organizmie procesy regeneracyjne i lecznicze, które przedtem wydawały się niemożliwe. Temu, kto wie jak się na tę siłę otworzyć i zna dobrze prawidłowości jej działania, może w zadziwiający sposób pomóc odzyskać zdrowie. Człowiek może także, poprzez pełną wiary prośbę przekazać tę energię innym osobom lub zwierzętom i roślinom. Jej wpływ na ludzi, zwierzęta i rośliny można udowodnić za pomocą obiektywnych aparaturowych metod badań. Źródło tej siły pozostaje ukryte dla naukowych poszukiwań i można je rozpoznać nie rozumem, lecz jedynie sercem.

Spis odnośników w tekście

  1. Materiał z archiwum Bruno Groeninga, Hennef/Sieg (=BG-A)
  2. Zestawienie sporządzone przez lekarzy po przemówieniach Bruno Groeninga w Traberhof w Rosenheim sierpień/wrzesień 1949, BG-A
  3. Orzeczenie lekarskie dr B., kierownik Szpitala Miejskiego w H., z 24.02.86, Archiwum Medyczno - Naukowej Grupy Fachowej, Hamburg (A-MWF)
  4. Z rozmowy autora z Hansem R. z W.
  5. patrz odnośnik 3
  6. patrz odnośnik 3
  7. Lekarskie badania kontrolne, orzeczenie lekarskie dr T. z W. z 05.12.1988, A-MWF
  8. Orzeczenie laboratoryjne, Lekarska Wspólnota Sprzętu Laboratoryjno-Medycznego w G., z 05.03.1984, A-MWF
  9. Biopsja z 27.03.1984, ekspertyza sporządzona przez prof. dr S. z Instytutu Patologii Uniwersytetu w G.; diagnoza zacytowana z końcowego sprawozdania lekarskiego z pobytu pacjenta od 12.03. do 05.04.1984 w Szpitalu Dziecięcym w K.
  10. Orzeczenia lekarskie z ambulatoryjnych badań kontrolnych do stycznia 1987, A-MWF
  11. Sprawozdanie końcowe przy wypisie z Kliniki Neurologicznej w E. z 13.10.76, A-MWF
  12. Orzeczenie lekarza specjalisty dr K., z 23.01.1991, A-MWF
  13. Orzeczenie lekarza specjalisty dr G. z W. z 01.06.1992, A-MWF
  14. Orzeczenie lekarskie prof. dr S. z P. z 19.03. 1992, A-MWF
  15. Busse (wydawca), Bruno Groening - Mądrości życiowe
  16.  j. w.
  17. Busse (wydawca), "Nauka Bruno Groeninga" str. 176
  18. j. w. str. 88
  19. Orzeczenie lekarskie dr H. z H. z 13.04.92, A-MWF
  20. Orzeczenie laboratoryjne do dr H. z H. z 14.04.1992, A-MWF
  21. Z rozmowy wydawcy z Ferdynadem D.
  22. Patrz odnośnik 17, str. 158